Bycie ubranym i przebranym to nie są wcale dwa przeciwstawne bieguny.

„Wyglądasz jak przebrany, a nie ubrany” to jedna z zestawu standardowych krytyk, jakie można usłyszeć wbiwszy się w marynarkę. W założeniu ma zwrócić „przebranemu” jegomościowi uwagę, że jego ubranie mu nie pasuje. Nie rozmiarem, kolorem czy nawet adekwatnością do okoliczności przyrody – a brakiem swobody. Sprezzatury. Patrz też: „Ubranie nosi ciebie, a nie ty ubranie, kolego”.

_MG_7208

_MG_7291

_MG_7313

Krytyka ta irytuje mnie niezależnie od tego, kto jest jej adresatem – ja, inny bloger, czy facet, którego przyłapał jakiś fotograf mody ulicznej. Irytuje mnie, bo nie niesie za sobą żadnej treści.

Zacznijmy od tego, że każde ubranie to kostium. Ubieramy się i przebieramy jednocześnie, jeżeli tylko osiągamy strojem inny cel niż ochrona przed chłodem czy brudem. Garnitur pracownika banku to kostium Człowieka Godnego Zaufania. Bluza z kapturem Marka Zuckerberga to kostium Bogatego Gościa, Który Jednak Jest Taki Jak Wy. Zestaw na zdjęciach to kostium Blogera Modowego, Który Lubi Się Wymądrzać – oczywiście.

_MG_7350

_MG_7566

_MG_7734

Rozumiem, że zarzut o przebranie dotyczy głównie próby założenia kostiumu kompletnie nieprzystającego do osoby – problem polega na tym, że niewiele jest sytuacji, w których można to z odpowiednią dozą pewności stwierdzić. Na myśl przychodzą mi dwie: człowiek wepchnięty w formalny strój przez okoliczności lub przełożonych i człowiek usiłujący z niewielkim powodzeniem udawać kogoś zupełnie innego, niż jest, a jego jarmarczna teatralność aż razi.

Tego pierwszego nie za bardzo jest sens krytykować – bo wybór nie należy do niego. Problem drugiego nie leży zaś w samym stroju – kostium, który mu nie pasuje to cała persona, a nie tylko marynarka.

Mówienie o przebraniu a nie ubraniu na podstawie trzech fotek na krzyż albo szybkiego spojrzenia na gościa idącego drugą stroną ulicy nie ma sensu. Nic nie wnosi, poza informacją, że coś ci nie odpowiada, ale nawet nie wiesz dokładnie co.

I oczywiście, że nie wiesz, bo tak pobieżna ocena nie pozwala na stwierdzenie, czy ów facet rzeczywiście czuje się niekomfortowo w swoim ubraniu. Są sytuacje, w których człowieka uwiera najulubieńsza koszula. A może to ty masz zły dzień i nie pasuje ci wszystko, łącznie z tym gościem?

_MG_7515

_MG_7684

Poza tym, pewna doza teatralności w codziennym życiu wcale nie musi być niczym złym.

Zdjęcia: Robert Purwin (Mr. Faceless)

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Artur

    Dobre zdjęcia, czuć świeżość.
    Nie pasują mi tu tylko rękawiczki.

    • SJ

      No cóż, ręce mi bardzo marzną, więc ich obecność podyktowana była względami czysto praktycznymi ;]

  • Ludwig

    Różnica między ubraniem a przebraniem jest prosta: w pierwszym widać Ciebie, w drugim – ubranie.

    • SJ

      Nie zgodzę się. Zwłaszcza, że to co widać bardzo zależy od tego, kto patrzy i na co zwraca uwagę.

      • Ludwig

        Czyli wchodzimy w sferę, gdzie wszystko jest względne :). Oczywiście wszelkie uogólnienia w przypadku ludzi, którzy nie są biernie poddani zasadom są obarczone ryzykiem błędu. Dla mnie rule of thumb jest właśnie powyższe – jeśli patrzę na osobę i nie skupiam się na żadnych elementach jej stroju (w sensie negatywnym), to uważam ją za ubraną, a nie przebraną.
        Wiadomo, że gdyby typowy Seba nagle wbił się w piękny garnitur SuitSupply, białą koszulę E. Berg z tkaniny Thomas Mason z kołnierzykiem klubowym, buty C&J i do tego założył krawat z grenadyny, to byłby przebrany – mimo, że pewnie wyglądałby całkiem dobrze.
        I tutaj dochodzę do kolejnej konkluzji. Strój musi być dopasowany do noszącego; do jego charakteru, statusu społecznego, zawodu. Tak samo przecież dziwiłby pan pracujący na kasie w hipermarkecie z poszetką w brustaszy, jak i lekarz w bluzie-kangurce. W przypadku studentów, ten studiujący socjologię, chodzący na co dzień w garniturze na pewno bardziej szokowałby swoje środowisko niż student w tym samym garniturze zgłębiający medycynę.

        • SJ

          Lekarz w bluzie już praktycznie nie dziwi; casualizacja stroju jest tak daleko posunięta, że w chwili obecnej najbogatsi ludzie noszą po prostu superdrogie, luksusowe, kompletnie casualowe ciuchy. Dlatego obecnie nawet prosty garnitur i dyskretna biała poszetka mogą zwracać uwagę poza kilkoma najbardziej typowymi okolicznościami.

          Więc znowu, nie zgadzam się – o ile dopasowanie do charakteru jest dla mnie dość oczywiste, o tyle dopasowanie do statusu społecznego czy majątkowego jest już kompletnie nieaktualne, a jeśli jeszcze nie kompletnie – to zaraz będzie; patrz wyżej.

          Oczywiście sądzę, że nadal możliwe jest ubrać się niestosownie do okoliczności – ale wtedy wystarczy powiedzieć tylko to, bez dorabiania całej teorii różnicującej ubranie z przebraniem, których jest tyle, ile osób chętnych do zabrania głosu w temacie.

          • Ludwig

            Nie sposób się nie zgodzić z obserwacją laicyzacji stroju. Faktycznie – dzisiaj bardziej można zszokować otoczenie klasycznym ubiorem niż nawet najbardziej krzykliwym i tandetnym casualem. Tylko z czego to wynika?
            Moim zdaniem – z wszechobecnego konformizmu. Elegancki ubiór, nie wiedzieć czemu, kojarzony jest z jakąś sztywnością, z czymś sztucznym, z pozoranctwem. Poza tym nie da się ukryć, że zestaw kangurka, jeansy i t-shirt w cuglach wygrywają pod względem komfortu z marynarką i koszulą.
            Może w ten sposób przybieram pozę człowieka zapatrzonego w ancien regime, jednak trzeba przyznać, że kiedyś to nie konformizm, a zasady kierowały ludźmi w ich działaniach. Stąd mamy teraz tyle reguł typu „no brown in town”. Dzisiaj żadne nowe reguły nie powstają, bo dzisiaj nie potrzeba reguł.

          • SJ

            Temat casualizacji stroju jest ciekawy; wydaje mi się, że go trochę spłaszczasz. Sam przyglądam mu się z ciekawością i jestem w stanie wymyślić kilka różnych powodów, dla których taka estetyka zdobywa coraz większą popularność.

            Natomiast nie idealizowałbym tak przeszłości – trzymanie się zasad też w dużej mierze mogło wynikać z konformizmu. Jeśli chce się być branym poważnie przez posiadających przewagę graczy, trzeba grać według takich reguł, na jakie pozwalają. Nie wydaje mi się, żeby większość mężczyzn w historii (albo choćby w XX wieku) tak fetyszyzowała strój, albo kierowała się w życiu żelaznymi zasadami, zanikłymi w dobie moralnego rozwolnienia. Po prostu wtedy tak wypadało, a teraz już niekoniecznie, a przykład, jak zwykle, idzie z góry, czyli od warstw społecznych mających największe wpływy i kasę.

          • Ludwig

            Mam na ten temat nieco inny pogląd, patrząc choćby na zdjęcia rodzinne z początków dwudziestego wieku. Relacje mojej babci również na to wskazują. Sama mi powiedziała, że tata poradził jej, by szukając mężczyzny zwracała uwagę na… buty.

          • SJ

            No dobrze, ale to jest anegdotka; jeśli jakiś współczesny dandys dorobi się córki i podzieli się z nią taką wskazówką będzie to słabo reprezentatywne dla całości społeczeństwa.

            A jeśli się mylę i rzeczywiście o zamążpójściu decydowały kilkadziesiąt lat temu głównie buty, to pozostaje mi się tylko cieszyć, że się to pozmieniało.

          • Ryszard

            Anegdota, anegdotą, ale to prawda, że mężczyźni kiedyś zwracali większą uwagę na ubiór. Mój pradziadek, na co dzień pracujący jako zarządca gospodarstw rolnego, był człowiekiem znającym się na materiałach, zawsze nosił starannie wykrochmalone podwójne mankiety i miał kolekcję krawatów, a wszystko to trzymał w szafie, która do dzisiaj stoi w leśniczówce brata mojej babki i jest prawdziwym dziełem sztuki. Zmarł w drodze po odbiór flanelowych spodni od krawca.

            Nostalgia nostalgią, ale kiedyś przykładano większa wagę do ubioru, bo miał większe znaczenie, a znajomość materiałów nie tylko była erudycyjną wiedzą, ale przede wszystkim pozwalała na świadomy wybór bardzo drogich ubrań. Miało to swoje zalety, ale na pierwszy rzut oka dało się rozpoznać status społeczny osoby i nie jestem pewien, czy dzisiaj ktokolwiek miałby na coś takiego ochotę. Zwłaszcza, że prawdopodobnie znaczna większość osób poddających się tej nostalgii nie należy do najbogatszych warstw społecznych i wówczas zmuszona byłaby do korzystania z np. sztruksowego garnituru, którego dzisiaj nigdy by nie założyła.

        • grymaśnik

          Nie rozumiem, dlaczego byłby ten gość „przebrany”. A co jeśli tak ubrał się na własny ślub? Chcesz powiedzieć, że byłby przebierańcem na własnym ślubie? Popieram Pana Szymona, skończmy z tym bzdurnym powiedzonkiem, które wymyślili sobie internetowe eleganciki, żeby łechtać własne ego i kpić z mniej zorientowanych ludzi. To powiedzonko zrodziło się z pychy. Z ciemniej strony mocy do licha!

  • jaq

    Można wiedzieć jakie buty masz na sobie w tej sesji?

    • SJ

      Czarne oxfordy Bexley.

  • Damian

    myślę, że mimo wszystko ubranie powinno być tłem do osobowości i to osoba nosząca powinna wybrzmiewać na jego tle, a nie na odwrót 😉

    • SJ

      Piękne i słuszne – tylko kto ma ocenić, czy tak jest, czy nie?

      • Damian

        to subiektywne odczucie, ale myślę że są pewne wizualne granice które pozwalają to określić. Ot tak, na wyczucie.

        • SJ

          Zatem wszystko sprowadza się do „mnie się podoba/nie podoba”; dlatego tak irytuje mnie mówienie o przebraniu – jest próbą, nomen omen, przebrania prostego, subiektywnego osądu estetycznego za coś niosącego głębszą treść.

  • grymaśnik

    Cieszę się, że ktoś w końcu rozwalił to bzdurne powiedzonko. Thumbs up!

    • Mariusz

      A ja myślę że niestety ale dziś brak jest właśnie zasad. Kilka wpisów na blogach np o wizytach w teatrze, operze czy filharmonii pokazuje jak brakuje zasad. Czy ubiorem nie wyrażamy no szacunku do osoby, która zapraszamy do siebie lub od której dostajemy zaproszenie.
      Czy normalne jest rozpoczęcie lub zakończenie roku szkolnego w dresach lub innych co najmniej nie eleganckich ubraniach. Może właśnie brak zasad owocuje że wszystko mogę i wszystko wypada?
      Elegancki teraz bardziej razi i jest bardziej wylewane niż gość w obwiSlych dzinsach z dzika na tyłku (przepraszam jeśli kogoś uraziłem?

      • SJ

        Ta kwestia szacunku to kwestia języka – ubiór jest takim językiem. Ale sensowne komunikaty da się nim wysyłać tylko wtedy, kiedy wszyscy nim mówią – a teraz tak nie jest.

        Zasady nie są wynikiem boskiego nadania, są jakąś umową, która, żeby obowiązywać, musi być powszechna. Przestaje być – ludzie coraz bardziej uznają, że to ostatecznie nie ma takiego wielkiego znaczenia. Więc tak, coraz bardziej wszystko można w kwestii ubioru, ale to niekoniecznie jest jakaś strata – raczej zmiana priorytetów na skalę większą niż indywidualna.

      • grymaśnik

        Z tym się zgadzam, zasady jak najbardziej. Mnie tylko denerwuje to gadanie „przebrany, nie ubrany”, które jak pokazał Szymon, jest bzdurnym powiedzonkiem forumowo-blogowym. Ubranie to ubranie! Konwencja, forma. Opowiadanie, że ktoś się „przebrał, nie ubrał”, to zwykłe buractwo promowane przez zadufanym w sobie elegancików.

  • Rafał P

    Ooo będzie dyskusja:)

    „Krytyka ta irytuje mnie niezależnie od tego, kto jest jej adresatem – ja, inny bloger, czy facet, którego przyłapał jakiś fotograf mody ulicznej. Irytuje mnie, bo nie niesie za sobą żadnej treści.”

    Też się spotkałem z wypowiedziami tego typu. Moim zdaniem słowa te niosą pewną treść.

    Gdzieś przeczytałem, że z punktu widzenia społeczeństwa moda i ubiór pełnią dwie zasadnicze funkcje. Pozwalają się utożsamiać z grupami lub wartościami, albo się odróżniać. Moim zdaniem ludzie mówią w ten sposób „Szymonie, odróżniasz się od nas. Znamy cię jako normalnego człowieka, a ty tu przychodzisz przebrany za kogoś innego”, a to dlatego, że elegancki strój kojarzony jest często z wysokim statusem, władzą, pieniędzmi i nie rzadko z „wynoszeniem się”, co może zostać przypisane przez strój Tobie.

    Dzisiaj społeczeństwo hołduje dwóm wartościom. Wolności i równości. Wolność to dzisiaj wolność od zasad… także zasad ubioru. I równość, która źle patrzy na wszystkich którzy się wyróżniają, zwłaszcza zawyżając poziom, bo jak podnosisz poziom to „dajesz do zrozumienia, że jesteś kimś lepszym” (stereotyp). Przez to społeczeństwo równa w dół i prędzej zaakceptuje człowieka „obwisłych dżinsach z dzika” niż, eleganta w marynarce.

    Ubierając się elegancko odróżniamy się… musimy mieć tego świadomość i zaakceptować ten fakt. Czy to pasuje do charakteru, czy nie…. społeczeństwa to nie interesuje, bo nie ma czasu tego zweryfikować. Więc albo z dumą ubieramy garnitur i krawat, ale godzimy się na takie stwierdzenia, albo zmieniamy styl, ku uciesze tłumu.

    Ja po eksperymentach z eleganckim strojem nieco zmodyfikowałem sposób ubierania. Zakładam koszulę, kamizelkę, monki, ale na to kurtkę z denimu. Rzadziej marynarkę, częściej koszulę bez krawata. Da się wyglądać fajnie, wyrazić swój styl i charakter. W oczach ludzi nie wyglądasz jak dziwak, ale jak swój i czujesz się swobodnie. Uczucie bycia „overdressed” potrafi wprowadzić pewien dyskomfort. Ze zmiany jestem zadowolony. Polecam:)

    Piszesz, że ludzie zakładają kostiumy np. do pracy. Fakt. Tylko ci sami ludzie zwykle po pracy ubierają się nieco inaczej. Ty zakładając garnitur po pracy pozostajesz ubrany w ich mniemaniu „w kostium” i nie pasujesz do casualowej konwencji dzisiejszej ulicy. Takie są realia. Albo się z tym pogodzisz, albo komentarze będą Cię wciąż irytrować.

    Sam zestaw bardzo fajny. Pasuje do Ciebie. Świetnie dobrana lokalizacja. Co tam jest w tej Cricotece? Rękawiczki ok. Przesadne dopasowanie wszystkiego, nie wygląda najlepiej. Zastanawia mnie co bym sobie pomyślał, gdybym zobaczył Cię na ulicy… W każdym razie na zdjęciach zestaw wygląda bardzo stylowo.

    Pozdrawiam!

    • SJ

      Kiedy to nie od ludzi na ulicy słyszy się zarzut o przebranie – to raczej domena ludzi skupionych wokół blogów i forów tematycznych, którzy bezrefleksyjnie cytują Brummella, że nie jesteś dobrze ubrany, jeśli ludzie obracają się za tobą na ulicy. Kompletnie ignorując przy tym fakt, że elegancki ubiór się wyróżnia, nawet taki, który podług wszelkich zasad jest raczej zachowawczy.

      Ludzie niezainteresowani ubiorem nie dorabiają do tego zwykle aż takiej ideologii; jeśli krytykują, to krytyka ta nie operuje tymi samymi kilkoma frazami. Nie przeszkadzają mi w żadnym stopniu komentarze takich ludzi – zresztą, jeżeli już jakieś są, przeważnie nie są negatywne.

      Za to wannabe-dandysi, arbitrzy elegancji, którzy przeczytali kilka blogów (i może czasem książkę Flussera), którzy nauczyli się kilku chwytliwych maksym i traktują je jak świętość – to oni bardzo chętnie wypowiadają się na temat stylu innych ludzi z pozycji eksperckiej, nawet jeśli ich ekspertyza polega tylko na powtarzaniu nieswoich opinii. To oni mnie irytują. Nie wannabe-dandyzmem, ale poczuciem wyższości, które przejawia się choćby w tym, jak łatwo przychodzi im rozsądzanie, kiedy ubranie jest jeszcze ubraniem, a kiedy już kostiumem.

      A obraz społeczeństwa – cóż, dużo zależy od perspektywy. Tam gdzie ty widzisz wolność i równość – definiowaną kolejno jako porzucenie zasad i sekowanie wszystkich wyróżniających się, ja widzę próbę wtłoczenia wszystkich innych w ramy przyjęte przez siebie i zawistny indywidualizm. Każdy z nas będzie miał trochę argumentów za tym, że to jego optyka bliższa jest prawdzie, zapewne.

      A Cricoteka to muzeum twórczości Tadeusza Kantora. Polecam się wybrać 🙂

      • grymaśnik

        W punkt! Dzięki raz jeszcze.

  • Niezła stylizacja, która świetnie wygląda na tle Cricoteki 🙂

    Ps. Węzeł to tzw. „Albert”?

  • grymaśnik

    A tak w ogóle nie w temacie treści, a zdjęć: świetny zestaw. Faktycznie można ten kolor bordowy przygasić innymi dodatkami bardziej niż myślałem. Marynarka do założenia przynajmniej raz w tygodniu! 😉

  • Chris

    IMHO bycie przebranym polega na tym, że jest się ubranym w coś w czym czujesz się niekomfortowo, masz na sobie stylówkę, która do ciebie nie pasuje. Np. chodzisz na codzień w t-shirtach i bluzach z kapturem, a tu nagle musisz założyć garnitur, koszulę i krawat. W takich warunkach odruchowo usztywniasz swoją postawę, ruchy, na twarzy pojawia się głupkowata mina, którą starasz się ukryć, ale nie do końca ci się to udaje itp. Wysyłasz niewerbalne sygnały, że nie jesteś przyzwyczajony do takiego stroju.
    Kiedyś przechodziłem akurat obok salonu pewnej marki garniturowej i zobaczyłem gościa, który wychodził akurat z przebieralni i szedł do lustra przejrzeć się samemu w nim no i pokazać ekspedientce oraz swojej kobiecie. Widać było, że jest właśnie przebrany, że nie czuje się swobodnie w garniturze. Jak szedł to ruszał się tak, jakby połknął kij.

  • Luminar

    Ciekawa koszula. Czy to kołnierzyk klubowy, czy po prostu dziwnie krótkie wyłogi? Ostatnio koszule ze spinką zyskały na popularności przez kolekcje OSOVSKIego i Szarmanta.

    • SJ

      Półwłoski kołnierzyk, koszula z Wólczanki. Spinam spinką czasem, po podoba mi się efekt.

  • Chester

    Cześć, jestem pod wrażeniem twojej stylizacji. Szukam inspiracji ,bo w tym roku mam studniówkę i zastanawiam się nad założeniem szarej kamizelki ,ale wyłączenie do poloneza i pamiątkowych zdjęć. Czy twoim zdaniem zestaw złożony z granatowego garnituru, szarej kamizelki, białej koszuli, burgundowego krawata i białej poszetki będzie dobry ? Czy lepiej zrezygnować z kamizelki ?

  • Dominik

    Z jakiego sklepu pochodzi marynarka ?

    • SJ

      Suit Supply, krój Havana.

  • Blog Ozonee

    Przede wszystkim świetna stylizacja! Nie ukrywam, że nie jestem fanem zestawów z kamizelką, jednak w tym przypadku wszystko wygląda dla mnie wprost perfekcyjnie, wiec chapeau bas! 🙂 A co do przebrań i ubrań, uważam, że najważniejsze by samemu czuć się dobrze. Póki jesteśmy zadowoleni z tego jak wyglądamy, a strój jest adekwatny do tego kim i gdzie jesteśmy czy co robimy, to nie jest on przebraniem. Ogólnie nawiązując do przebrań, a raczej ubrań, zapraszam w wolnej chwili także do siebie (http://blog.ozonee.pl/impreza-impreza-w-co-sie-ubrac-na-ostatki/). Pozdrawiam!