Łatwo przyswoić sobie proste nakazy i zakazy, dużo trudniej jest dopuścić możliwość istnienia wyjątków.

Dwurzędówkę się nosi zawsze zapiętą. Szelki na żabki a nie guziki są obciachowe i prawdziwy facet ich nie używa. Do marynarki zawsze koszula (najlepiej z krawatem). Różne wzory – paski i kratki, na przykład – powinny być w podobnej skali, podobne wzory – w różnej skali. Prosto? Prosto. Zrozumiale i bez zbędnych wątpliwości.

To rzeczy dość subtelne. Powiedziałbym, że łapie się je w drugiej kolejności, po podstawach dopasowania rozmiaru i oficjalnym uznaniu wyższości granatowego garnituru nad czarnym. Dlatego sprawiają wrażenie wiedzy już w jakiś sposób zaawansowanej – mamy przed sobą całą sieć reguł i zależności, nabieramy wprawy w nawigowaniu po niej. I coraz bardziej budujemy w sobie przekonanie, że już się w tym temacie orientujemy i znamy.

Więc te drobne, acz zauważalne rzeczy stają się dla nas swego rodzaju papierkiem lakmusowym – gdy widzimy innego faceta, dzięki nim potrafimy mniej więcej stwierdzić, czy to ktoś, kto przynależy do naszego grona świadomych elegantów, czy też tak mu się akurat przypadkiem udało złożyć znośny zestaw. I niezbyt dużego wysiłku potrzeba, żeby zobaczyć, że ktoś jest na szczeblu eleganckiej edukacji niżej niż my – po prostu robi te rzeczy, których się nie robi. Nosi szelki na żabki. I marynarkę z tiszertem. Nieraz widziałem w komentarzach w różnych miejscach w sieci, na blogach i na facebooku, takie właśnie kryteria.

Ale to zdradliwe podejście. Bo w momencie, gdy czujemy się już na tyle pewnie i bezpiecznie w naszej wiedzy o prawidłach elegancji, by swobodnie ferować takie wyroki, możemy zapędzić się nieco za daleko. W pryncypialnym odrzuceniu tych modowych wykroczeń wylać dziecko z kąpielą.

Bo tak: są stylowi i eleganccy mężczyźni, którzy te nasze papierki i inne głupoty lekce sobie ważą. A stylowi i eleganccy są, ubrani wyśmienicie – w rzeczy znakomicie dopasowane, ze świetnej jakości materiałów. Z wyczuciem proporcji, które najlepiej odpowiadają ich sylwetce, umiejętnie dobierający kolory, faktury i wzory tak, by stworzyć wyjątkowo estetyczne kombinacje.

I tak Dan Trepanier paraduje w porozpinanych dwurzędówkach albo henleyu pod marynarką oraz łączy brąz z czernią. Fabio Attanasio zapina do spodni szelki na żabki. Maciej Zaremba zakłada sportowe buty do garnituru, a cienki koniec krawata wystaje mu czasem spod szerokiego o ładnych parę centymetrów. I dlatego podaję przykłady takich tuzów stylu, a nie losowych gości z przypadkiem znalezionych w internecie zdjęć, żeby nie było wątpliwości: każdy z nich wie jak się ubrać.

Na czym tu polega trick? Otóż są rzeczy mniej i bardziej ważne. Te skróty, służące do szybkiej oceny jakości zestawu, przeważnie koncentrują się na tych mniej istotnych. Nic dziwnego – ocena proporcji marynarki i stwierdzenie, czy zestaw jest estetycznie spójny jest dużo trudniejsze, wymaga więcej wprawy, niż rzucenie okiem, żeby zobaczyć, czy krawat nie jest zbyt długi, albo czy mankiety koszuli wystają dokładnie tyle, ile regulaminowo mają wystawać.

Nie mówię, że detale nie są istotne, nie wpływają na odbiór ubioru. Ale nie ma co skupiać się na nich przesadnie. Kiepskiego zestawu nie uratuje, że krawat będzie zawiązany najpiękniej na świecie; świetnego nie zepsuje rozpięcie marynarki niezgodnie z zasadami. Nawet jeśli te nieszablonowe rozwiązania cię nie przekonują – do mnie też nie wszystkie przemawiają – warto ustalić sobie sensownie priorytety.