Żeby dobrze łamać zasady, nie wystarczy je znać. Trzeba wiedzieć, po co one tam są.

Męską klasyczną modę opisuje szereg reguł dotyczących tego, jak ubranie powinno leżeć, wyglądać i odnosić się do okoliczności. Zasady określają prawie każdy aspekt, od tego jak wyglądać ma linia ramienia, po miejsce w skomplikowanej hierarchii formalności elementów stroju.

Ale większość z tych zasad można sobie przyswoić dość łatwo. Te dotyczące dopasowania to podstawy opisywane wielokrotnie w wielu miejscach internetu (ja mam o nich nawet infografikę!). Ogólne zalecenia dotyczące łączenia wzorów da się zawrzeć w prostym: podobne wzory powinny różnić się skalą; inne wzory powinny być w podobnej skali. Skomplikowaną drabinę zależności formalnych da się też uprościć do kilku rules of thumb: bardziej formalne są z reguły rzeczy ciemniejsze, gładsze i bardziej błyszczące (z wyjątkiem koszuli, ta winna być biała). Uzbrojeni w taką wiedzę możemy nawigować już po morzach męskiej elegancji.

Zasady nie zastąpią jednak pewnego wyrobionego poczucia estetyki; opatrzenia się z klasycznymi rozwiązaniami, ładnymi proporcjami, materiałami. Dopiero to, w połączeniu ze znajmością zasad, ale przede wszystkim zrozumieniem, z czego one wynikają, pozwala na stworzenie własnego stylu, który będzie spójny i harmonijny. Te reguły z książek i blogów mogą wtedy stanowić punkt wyjścia. I można je naginać i łamać, jeżeli wie się po co i służy to określonemu celowi.

Jeśli chodzi o normy określające dopasowanie – te wszystkie długości marynarek i rękawów, szerokości ramion i tak dalej – te klasyczne reguły są najbardziej uniwersalnymi i przeważnie dobrze wyglądającymi rozwiązaniami. Ale jeśli rozumiemy jak przekładają się one na odbiór sylwetki, możemy pozwolić sobie na pewne odstępstwa. Jeśli uważasz, że krótsza marynarka, nieco wyżej osadzony guzik albo trochę szersze ramiona służą twojej sylwetce, dają ci pożądany efekt – to będą to rozwiązania dobre, chociaż z punktu widzenia wykształconych na blogach i poradnikach obserwatorów, nie do końca poprawne lub pożądane.

Przy całej reszcie – kiedy mówimy o instrukcjach łączenia ze sobą wzorów i kolorów, elementów o różnej formalności i tak dalej, sprawa jest dużo bardziej subiektywna. Kwestia gustu, można rzec. Mnie takie stwierdzenie jednak nie zadowala i zawsze zastanawiam się, dlaczego czasem odejście od klasycznego kanonu mnie razi, a czasem nie.

W przypadku takich zabaw kluczowe wydają mi się dwie rzeczy. Po pierwsze: nie przesadzić. Knit do wieczorowego garnituru? Okej, ale w stonowanym kolorze i z delikatnie połyskującego jedwabiu – i jako jedyne odstępstwo od inaczej poprawnego stroju. Po drugie: ubranie musi pokazywać, że wiesz co robisz. Czyli dopasowanie do sylwetki musi być nienaganne. Nie ma tu miejsca na źle dobrany rozmiar, przydługie nogawki czy jakieś nieestetyczne marszczenia materiału – to trzeba wyeliminować, w czym pewnie pomogą przeróbki krawieckie. Oprócz tego, rzeczy składające się na taki nie w pełni poprawny zestaw powinny wyglądać na zrobione z materiałów dobrej jakości i dobrze odszyte. Kluczowe jest tu “wyglądać na”, tak naprawdę. Nie mówię tu przecież o szytych na miarę garniturach z renomowanej neapolitańskiej pracowni – ale brzydko mechacący się sweter czy marynarka, czy błyszczący taniością poliester krawata zwyczajnie nie komunikują tej dobrej świadomości stroju.

Żeby spełnić ten drugi punkt, konieczna jest wprawa. Wyczucie i krytyczne oko kształtuje się z czasem, oraz pewną ilością wysiłku. Ale daje to świetne efekty. Nie tylko, jeśli chcesz łamać zasady: bez tych cech ubrany od A do Z według podręczników męskiej elegancji możesz nie wyglądać dobrze.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Mateusz

    Te dotyczące dopasowania TO podstawy 🙂

    • SJ

      Dzięki, poprawione 🙂