Lubię poznawać różne rzeczy, że tak powiem, od podszewki.

Jeszcze w ubiegłym roku kupiłem sobie trochę lnu i zacząłem szukać w internecie informacji na temat szycia ubrań. Zainspirował mnie chyba ten wpis na blogu Put This On, o dwóch osobach, które takie rzeczy robią.

Mam tak, że chętnie zgłębiam tematy, które mnie zainteresują, nie zadowalając się powierzchownymi, najłatwiej dostępnymi informacjami. Konstrukcja eleganckich ubrań jest jedną z rzeczy, która mnie interesuje, chciałem więc dowiedzieć się na ten temat więcej, a najlepiej przyswaja się wiedzę poprzez aktywność, a nie bierne czytanie.

Znalazłem więc angielskojęzyczną książkę dla krawców, znalazłem forum Cutter and Tailor i wsiąkłem.

Na tym forum wszyscy chyba powtarzają, że od marynarki się nie zaczyna – to nie ma prawa wyjść. Mają oczywiście sto procent racji – o czym przekonałem się w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli po prostu się na tym sparzyłem. Ale była to jednocześnie cenna lekcja. A nawet cały kurs.

DSC_0615

Po kolei, dlaczego to nie jest udany egzemplarz marynarki i dlaczego nie planuję go nigdy nosić. Na pierwszy rzut oka widać problemy: fatalnie leżący kołnierz, dalekie od ideału wszycie rękawa. Na ostatniej prostej wyłożyłem się na czymś wydawałoby się banalnym – umiejscowieniu guzika. Jest dobry centrymetr-półtora niżej niż powinien się znajdować. Do tego marynarka jest bardzo źle wykończona – tu i ówdzie widać nitki, których widać być nie powinno, parę rzeczy jest krzywo i nieładnie, zrobionych na odwal się.

Jeszcze jedno – to chyba mój największy wstyd. Ta ogromna nakładana brustasza? Jest tak ogromna, żeby przykryć źle umiejscowioną ciętą kieszonkę piersiową. Powiedziałem, już, możecie się śmiać.

DSC_0603

DSC_0619

Ale przy okazji robienia tej marynarki nauczyłem się wielu rzeczy. Po pierwsze: jak trudne to jest i czasochłonne. Nie, poczekajcie, nie chodzi mi o trywialne stwierdzenie: „No bardzo trudne i czasochłonne”. Teraz wiem dokładnie jak bardzo. Wiem które rzeczy zajęły mi najwięcej czasu i sprawiły najwięcej problemów. Wiem, gdzie popełniłem największe błędy, podejrzewam co można zrobić, żeby ich uniknąć.

Po drugie: mam teraz dużo lepsze wyobrażenie, jak poszczególne elementy marynarki przekładają się na to, jak ona finalnie leży. Nie jest to wiedza pełna i idealna – ale zdecydowanie pełniejsza, niż kiedy zaczynałem tę zabawę.

DSC_0628

Po trzecie: wiem już, że nie bardzo da się w procesie ręcznego szycia marynarki iść na skróty. Każdy skrót który próbowałem zrobić kończył się mniejszą lub większą katastrofą.

DSC_0610

Efektem jest ubranie niezbyt nadające się do noszenia. Ale to nic – bo widzę też w nim rzeczy, które mi się podobają. Fajnie wyszły klapy i kozerka, fajnie wyszły ogólne proporcje – pomijając ten cholerny guzik. Nie najgorsze są, wydaje mi się, plecy.

DSC_0624

Okazało się też, że taka zabawa wciąga. Już kupiłem materiał na kolejny projekt. Kto wie, może kolejne ubranie jaki zrobię będzie się dało już na siebie bez strasznego wstydu założyć.

DSC_0612

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Lorek M.

    No Szymon, to chyba najbardziej odważne posunięcie w tematyce, brawo zaangażowania no i zdolności – bo jednak chyba nie każdy mógłby nawet jakby bardzo chciał. 😉

    • SJ

      Właśnie nie wiem, ale ja jestem z tych co wierzą, że naprawdę wielu rzeczy człowiek się może nauczyć, a talent to trudno uchwytna rzecz której przypisuje się zbyt dużą wagę ;]

  • michal

    Wow, podziwiam checi, odwage pokazania projektu i samokrytyke. Byle tak dalej, a nastepny projekt bedzie lepszy, na pewno. 🙂

    • SJ

      Taki jest plan, inaczej nie miałoby to zbyt dużo sensu ;]

  • Rafał Stec

    Jak na pierwszą marynarkę to jestem pod ogromnym wrażeniem, sam próbowałem ale moja wyglądała bardziej jak pokraczne ponczo ściągnięte z peruwiańskiego wieśniaka, niż jak strój mający modelować sylwetkę i pokazywać to co korzystne, a zakrywać to co powinno zakrywać.
    Wraz z moją chrzestną mamą która jest krawcową zaczęliśmy szyć marynarkę jak i spodnie wg wskazań 80+ krawca więc gdy będzie skończone chętnie prześlę zdjęcia, ewentualnie poproszę o spotkanie na msc w Krakowie w celu oceny co powinno być poprawione.
    Pozdrawiam

    • SJ

      Jasne, chętnie zobaczę! 🙂

  • Michał M.

    Kolejny świetny wpis. Bardzo podoba mi się kierunek w jakim poszedłeś z nowym blogaskiem, serio. Co do marynarki – jest potencjał; czekam niecierpliwie na kolejne projekty.

  • Przemek

    Liczyłeś może ile godzin pracy włożyłeś w tą marynarkę? Czy marynarka ma jakieś usztywnienie piersiowe, jakieś włosie czy coś? Prasowałeś zwykłym domowym żelazkiem? W jaki sposób przygotowałeś wykrój?

    • SJ

      Ile godzin – ciężko powiedzieć, więcej spędziła wisząc na manekinie w międzyczasie, gdy byłem zajęty. W marynarce jest jedna warstwa lekkiego płótna, żeby klapy miały ładny roll. Prasowane wszystko zwykłym żelazkiem, bo tylko takie mam. A wykrój to zmodyfikowany tu i ówdzie opracowany na moje wymiary na podstawie systemu Rundschau, którego tłumaczenie na angielski znalazłem na Cutter and Tailor.

  • Modenfer

    Rzuciłeś się naprawdę na głęboką wodę! I jak na pierwszą marynarkę wyszło naprawdę nieźle. Dobrze, że się nie zraziłeś i będziesz kontynuował szycie, bo jestem pewna, że będzie coraz lepiej 🙂 Trzymam kciuki!

  • Paweł

    Szczerze? Na pierwszy rzut oka na zdjęcia tylko po „nieco mniej” starannym wykończeniu widać, że marynarki nie robił krawiec. Dopiero wczytanie się w tekst pokazuje, że w tytule nie chodzi o „Uszyłem marynarkę (u krawca)”. Pod kątem kroju i dopasowania leży dużo lepiej niż niejeden wytwór mniej znanych rzemieślników. Gratuluję zapału i cierpliwości. 🙂

  • Herbiarz

    Ale taliowanie dobre!! 😉 Dzięki za wpis. Mało ludzi ma ochotę się chwalić tym, jak się uczą.

  • Rafal Marszalek

    Klapy wyszły ci naprawdę dobrze!

  • Slawek

    Nooo wielki szacun!

  • Chris

    Super pomysł i gratuluję odwagi jak i dzieła :). Pytanie: co z nią teraz zrobisz?

    • SJ

      Zachowam na pamiątkę, zapewne ;]

  • O.v.K.

    Znakomity wpis!

    Sam param się dorywczo i amatorsko historycznym krawiectwem „cięższym”; mam na koncie kilka XIX wiecznych kurtek mundurowych i od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie spróbowanie czegoś lżejszego i bardziej „użytkowego”. Co budzi moje chyba największe obawy, to materiał. Sukno dużo wybacza, jego ciężar i natura tkaniny pozwala sporo ukryć lub naprawić „grawitacją”, lżejsze materiały współczesne już takiego fory nie dają…

    Co do samej marynarki; masz rację, plecy wyszły Ci naprawdę fajnie, taliowanie, klapy i generalne proporcje też są dobre, całość robi niezłe wrażenie. W oczy rzuca się faktycznie brustasza, ale imho najbardziej rażą rękawy, tzn, ich wszycie. Sam do wszywania rękawów zabieram się jak pies do jeża ale przyznam nieskromnie, że takiej różnicy we wszyciu nigdy nie popełniłem. Wygląda trochę, jakbyś w pewnej chwili odpuścił kompletnie i postanowił eksperymentować z różnymi metodami i stylami… Szkoda, bo gdyby wyszło bardziej jednolicie, to dałoby się nawet nosić 🙂 Nie na rauty czy spacery po głównych trotuarach miasta, ale na wypad poza takowe – czemu nie 🙂

    • SJ

      Trochę się poddałem gdy okazało się, jak źle leży kołnierz – i kwestia jest taka, że byłoby trzeba na nowo skroić plecy, bo wycięcie na kołnierz od tyłu jest zbyt głębokie. Więc po prostu stwierdziłem, że skończę już jak jest, ale bez większego przekonania.

  • Fryderyk

    Mogę Cię prosić o jakieś rady na temat klap? Ponieważ jestem na etapie szycia samemu kamizelki dwurzędowej z klapami frakowymi i chcę każdą radę, którą słyszę wykorzystać 🙂 Dobra robota! Pomijając brustasze wszystko jest super jak na pierwszy raz 🙂

    • SJ

      Wszystko jest elegancko opisane w książce „Classic Tailoring Techniques”, łącznie z klapami w szpic (gdzie warto pamiętać, żeby w odpowiedniej pozycji utrzymywać także szpic klapy przy pikowaniu, żeby nie odstawał on potem od korpusu, tylko na nim ładnie leżał).

      • Fryderyk

        Dziękuję za odpowiedź! Zainspirowany kilkoma blogami, spotkaniami z osobami związanymi z tematyką męskiej elegancji i własnej skromnej praktyce w tej dziedzinie zdecydowałem się rozpocząć naukę krawiectwa u Mistrza, którym okazała się moja ciocia, (nigdy się tym nie interesowałem, dlatego łączyłem ją tylko i wyłącznie z maszyną i spódnicami, a nie z tytułem, który wypracowała i ogromem wiedzy i doświadczeniem jakie posiada), dlatego teraz gdy zdecydowałem poczynić kroki w kierunku nauki i nabierania doświadczenia czuję, że to jest ten odpowiedni czas i miejsce, żeby to wszystko wykorzystać, a dzięki takim blogom jak ten jest to jeszcze przyjemniejsze 🙂