Jest jakaś ironia w tym, że można kupić rzeczy fabrycznie postarzone, uszyte z materiałów takiej jakości, że same nigdy by do tej starości nie dotrwały.

Kupowanie dobrych jakościowo ubrań jest fajne nie tylko dlatego, że pomagają nam pozbyć się nadmiaru ciążącej w portfelu gotówki; te rzeczy po prostu dłużej wytrzymają niż tańsze odpowiedniki.

Ale umówmy się, jeśli kierować się samym tylko rachunkiem ekonomicznym, to niekoniecznie okaże się, że decyzja o wyborze lepszego jakościowo ciucha się opłaca. Para jeansów za 300 złotych niekoniecznie wytrzyma sześć razy dłużej niż para takich za 50. Para butów za 3000, intensywnie eksploatowana, wcale nie musi się nam nigdy zwrócić. Zwłaszcza, że gdy ktoś już kupuje takie drogie buty, rzadko poprzestaje tylko na jednych.

Ciężko mówić też o ubraniach jako o inwestycji – chociaż bez bicia przyznaję, że i mnie zdarzało się używać takiego sformułowania. Przecież nie zyskują one z czasem na wartości, a w niektórych przypadkach – znowu butów, którym trzeba regularnie wymieniać fleki, czasem podeszwę, kupować środki do pielęgnacji i spędzać sporo czasu na używaniu tychże środków – będziemy do nich jeszcze trochę dokładać.

Bądźmy zatem poważni i nie bawmy się w udawanie, że kupowanie ładnych i drogich rzeczy do ubrania ma jakieś uzasadnienie w postaci zaoszczędzenia ostatecznie jakichś pieniędzy. Bo zupełnie nie dlatego czasem warto wydać więcej.

I nie mówię tu od razu o jakiejś fortunie. Nie chodzi o przeskakiwanie z Wojasów na Crockett&Jonesy, albo o wymianę dżinsów z haemu na uszyte na zamówienie w małej manufakturze spodnie z japońskiego raw denimu. Chodzi o to, by na miarę swoich możliwości kupić trochę mniej, trochę lepszych rzeczy.

Co jest trudne, kiedy sieciówki kuszą promocjami, obniżkami sięgającymi 70 czy 80% ceny wyjściowej, kiedy za trzy stówy, które wydałbyś na raptem jedną parę przyzwoitych spodni, możesz wyjść z centrum handlowego z całą torbą ubrań. Ubrań, które z nielicznymi wyjątkami nie przetrwają dłużej niż sezon, którymi zaraz przestaniesz się cieszyć, i które zasilą góry śmieci na wysypiskach.

Ale te spodnie za trzy stówy w wielu przypadkach będą dały się nosić dużo dłużej. I ślady użytkowania na nich będą dodawać im charakteru. O butach i innych skórzanych wyrobach wysokiej jakości mówi się, że zdobywają piękną patynę, ale tak jest też w przypadku innych ubrań. Nawet uszkodzenia czy przetarcia powstałe na takich rzeczach po prostu czynią z nich raczej po prostu mniej formalne ubranie, które można z przyjemnością założyć na siebie w weekend, niż szmatę do wyrzucenia.

jeans-cover

Częściowo wynika to z tego, że takie oznaki starzenia naprawdę wyglądają lepiej, niż na rzeczach gorszej jakości albo postarzanych fabrycznie. Częściowo – chętniej przywiązujemy się do czegoś, na co wydaliśmy więcej pieniędzy, toteż po prostu bardziej lubimy takie ubranie. Bo ja te moje intensywnie używane dżinsy naprawdę lubię – między innymi dlatego, że ślady na nich są tylko i wyłącznie moje i odzwierciedlające to, jak je noszę. No i nikt nie dostał pylicy doprowadzając je do takiego stanu.

Ten psychologiczny aspekt też przekłada się na to, jak wyglądamy w swoich ciuchach. Ta osławiona sprezzatura, to poczucie swobody w rzeczach, które się nosi – najłatwiej ją osiągnąć nosząc ubrania, do których zdążyliśmy się przywiązać. Oswoić je i nosić na tyle długo, by zakładając je na siebie nawet nie myśleć, że je na sobie mamy. Tanie ciuchy na jeden sezon nigdy nam tego nie dadzą.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Rafał P

    Znudziło mi się czytać na niektórych blogach jak to opłaca się kupować drogie ciuchy… jak mądrzy są ci, którzy wydadzą 2k na buty. W końcu napisałeś, że wcale tak nie musi być- w co wierzę. Warto postawić na jakość (i cenę)ze względu na aspekt estetyczny i psychologiczny. W ubraniach, które są z tobą długo czujesz się swobodnie, a one stają się znakiem rozpoznawczym twojego stylu. I jest jeszcze jeden warunek. Trzeba wiedzieć co się chce i w czym się dobrze wygląda. Być świadomym swego stylu. Bez tego można wywalić kasę w błoto. A żeby dojść do tej świadomości potrzeba czasu. Dobry wpis. Dzięki:)