Każda marka odzieżowa, nawet ta z segmentu fast fashion, będzie próbowała cię przekonać, że jej rzeczy są świetnej jakości. Niespodzianka: często nie są.

Tak naprawdę szalenie trudno ocenić jakość ubrania, które widzisz w sklepie. Dokładna inspekcja detali i kwadrans w przymierzalni niekoniecznie powiedzą ci, jak dany ciuch będzie się starzał i czy wytrzyma kilka lat regularnego noszenia, czy może tylko sezon lub dwa. Całkowicie normalne będzie więc, jeśli zaczniesz szukać drogi na skróty: przyglądać się kilku detalom normalnie występującym głównie u renomowanych producentów i marek premium. Problem polega na tym, że firmy odzieżowe to wiedzą i wykorzystują tę wiedzę, żeby udawać, że ich produkt jest lepszy niż jest.

Więc może nie ekscytuj się szczególnie, jeśli upatrzony ciuch o podejrzanie niskiej cenie na metce ma…

1. Rozpinane guziki na rękawach

To prawdopodobnie już powszechna wiedza, skoro ten detal można spotkać czasem na poliestrowych marynarkach z Zary. Ale przecięte dziurki na guziki na rękawach marynarki, które były do niedawna spotykane głównie w ubraniach wykonanych na zamówienie (MTM albo bespoke), niewiele powiedzą ci o jakości tego ciucha. To fajny detal i bardzo go lubię – część moich marynarek „z wieszaka” go ma, jest też standardem u takich marek jak Suit Supply. Problem polega na tym, że o ile wszystko jest ślicznie i fajnie w ubraniach zrobionych na twoją miarę, w ciuchach ze sklepu przecięte dziurki na rękawie mogą wręcz obniżyć ich wartość.

Żeby gotowy garnitur czy marynarka leżały dobrze, nierzadko trzeba je poddać poprawkom krawieckim. Skracanie lub wydłużanie rękawa to jedna z najprostszych, najtańszych i najszybszych poprawek, która jednak potrafi zrobić sporo dobrego dla tego, jak odbierane jest ubranie, które masz na sobie. I często jest potrzebna, bo długość rąk to bardzo zmienna cecha, niemająca idealnego związku ze wzrostem. Jeśli jednak dziurki na rękawie są przecięte, możliwość zmiany długości rękawa jest mocno ograniczona – nie można po prostu wypruć obszycia dziurki i przesunąć go w inne miejsce, bo w materiale jest otwór. To często pozostawia jedynie trudniejszą i bardziej ryzykowną możliwość zmiany długości „od góry”, co wiąże się z wypruciem całego rękawa i wszyciem go na nowo. Nie każdy krawiec się tego podejmie, a jeśli już – na pewno policzy cię drożej. Jeśli zaś marynarka jest w kratę, zapomnij o spasowaniu wzoru na rękawie i korpusie.

Swoją drogą, to mój największy problem z marynarkami Suit Supply. Ich rozmiar 44 leży na mnie bardzo dobrze, z wyjątkiem przykrótkich rękawów, z którymi niewiele mogę zrobić. Jest to też powód, dla którego wysokiej jakości marynarki RTW, jak te szyte przez Eidos albo Sartoria Formosa sprzedawane w sklepie No Man Walks Alone, mają niewykończone rękawy. Musisz zabrać je do krawca i dopasować ich długość.

2. Dzielony karczek

Dzielony karczek w koszuli oznacza, że ta część koszuli w górnej partii pleców, pod kołnierzem, zrobiona jest z dwóch kawałków materiału zszytych ze sobą pod kątem. W teorii daje ci to trochę więcej swobody ruchu – napięcie tego fragmentu koszuli nie idzie bowiem wzdłuż nici, ale po skosie przez materiał, który może się nieco rozciągnąć.

Moje doświadczenie mówi mi, że jest to raczej pomijalna zaleta – i mam przekonanie graniczące z pewnością, że w ślepym teście tej różnicy bym nie zauważył. Ma to za to pewien walor estetyczny – mnie się podoba, zwłaszcza w koszuli w paski. Ale nie determinuje w żaden szczególny sposób jakości, bo spotkać można kiepsko odszyte koszule z nie najlepszych materiałów z dzielonym karczkiem, jak i lepsze i droższe, wykonane z dużo przyjemniejszych i trwalszych tkanin, a pozbawione tego detalu. Co nie przeszkadza producentom koszul wymieniać go w swoich materiałach marketingowych pośród cech, które czynią ich koszule towarem prawdziwie luksusowym.

3. Skórzana podeszwa

Może zdarzyło ci się słyszeć, że prawdziwe buty mogą mieć podeszwę tylko ze skóry. Ja jestem w tej kwestii nieco bardziej liberalny, a na przykład w trzewikach wręcz preferuję gumową podeszwę. Ale sama skórzana podeszwa niewiele mówi o jakości buta. Ba, nawet słynna konstrukcja Goodyear Welted nie jest jej gwarantem.

Podeszwa niedrogich butów GYW będzie często zużywać się bardzo szybko, a inne elementy konstrukcji z kolei – rama, korkowe wypełnienie, etc. – będzie tym, na czym producent postanowił nieco zaoszczędzić (ta niska cena nie bierze się wszak znikąd). I chociaż powtarza się jak mantrę to, że skórzana szyta podeszwa po zużyciu może zostać wymieniona, może się okazać, że nie jest to zbyt opłacalna operacja – kosztować cię może nawet połowę tego, co dałeś za buty.

Co wydaje mi się istotniejsze niż sama skóra na podeszwie czy technika jej przyszycia, to skóra wykorzystana na cholewkę i ogólna jakość i precyzja wykonania. To od nich zależy, jak buty będą się łamać – i czy założone szereg razy nadal będą wyglądać dobrze, czy zaczną marszczyć się brzydko w dziwnych miejsach i nieelegancko tracić kształt.

4. Metka producenta tkaniny

OK, jeśli twoja marynarka ma wszytą metkę dobrej tkalni, powszechnie uważanej za producenta dobrej jakości materiału, świetnie – to oznacza, że przynajmniej materiał jest prawdopodobnie niezły.

Co z tego materiału potem uszyto, to inna rzecz. Historia zna przypadki, gdy tkanina renomowanego producenta miała stanowić wabik na klientów i uzasadniać zdecydowanie zbyt wygórowaną cenę – bo krój ubrań albo konstrukcja w całości na klejonce daleko odstawała od tego, co oferowane było na tej półce cenowej. Nie daj się na to nabrać.

Na co innego zwrócić uwagę?

Och, jakże łatwo jest krytykować, a jak trudno wymyślić jakieś konstruktywne porady. Jak wspomniałem, ocena jakości ubrania, które dopiero zamierzasz kupić, jest trudna. Ale postaram się dać kilka wskazówek – cztery, dla równowagi – w nadziei, że okażą się choć odrobinę przydatne:

1. Tkanina jest ważna. Nie kupuj czegoś tylko dlatego, że tkanina jest fantastyczna, ale im bliżej twojego ciała znajdzie się ubranie, tym więcej uwagi powinieneś poświęcić temu, z czego jest zrobione. Dobra bawełniana koszula będzie się nosić dużo lepiej. W marynarce, przewiewna naturalna podszewka i zewnętrzna tkanina także jest istotna…

2. …ale dobre właściwości tkaniny marynarki może mocno zredukować jej konstrukcja. Jeśli przody marynarki są klejone – to znaczy, całe podklejone są usztywniającym materiałem – nie będzie ona oddychać tak dobrze. To szczególnie ważne przy lekkich marynarkach z materiału o otwartym splocie, jak hopsack albo len, gdzie przewiewność stanowi ich główny atut. Na szczęście producenci zwykle chwalą się konstrukcją na płótnie (full- albo half-canvas).

3. Ręcznie wykonane detale to zwykle dobry znak. Są drogie i pracochłonne w wykonaniu, więc nie zobaczysz ich w rzeczach tylko udających premium. To niestety znaczy, że ręcznie wykończone rzeczy będą droższe; nie oznacza to przy tym, że wykończone maszynowo nie mogą być dobre. Zwróć przynajmniej uwagę, czy szwy są równe a wykończenie staranne, czy nigdzie nie wiszą luźne nitki i czy nie widać innych dziwnych nieregularności.

4. Spróbuj po prostu zyskać nieco doświadczenia z rzeczami wysokiej jakości. Nie musisz ich nawet mieć w swojej szafie. Wejdź do sklepu sprzedającego ubrania z wysokiej półki, nawet jeśli nie zamierzasz nic tam kupować. Przyjrzyj się sprzedawanym tam rzeczom, zwróć uwagę na detale, może przymierz któreś z nich i zobacz jak leżą. Zbuduj sobie na tej podstawie wyobrażenie, jak powinny wyglądać ubrania, które chcesz nosić i zadecyduj co jest akceptowalnym odejściem od tego standardu, a co niekoniecznie.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Janek

    Pamiętam wywiad Szarmanta z łódzkim krawcem – Tadeuszem Basiem. Mistrz opowiadał o kliencie który kupił garnitur Zegny w Nowym Jorku, na rękawach nie było w ogóle dziurek i klient chciał żeby je na maszynie obszyć. Mistrz stwierdził że na maszynie to nie bo to przemysłówka, on tego nie ma – ale może te dziurki wydziergać ręcznie. Klient wyszedł. Pamiętam też że w tym samym wywiadzie był przywołany magazyn Times bodaj – i dziergana ręcznie dziurka na rękawie marynarki opisana jako najbardziej prestiżowa rzecz na świecie 😀

    Z artykułem się zgadzam, szerzenie wiedzy o tym że metoda GYW wcale nie gwarantuje świetności obuwia jest jak najbardziej dobrą rzecz (tej pozostałej wiedzy też, ale buty to taki mój „konik”) – to chyba jeden z tych powielanych mitów, tak samo jak to że prawidło musi być cedrowe i absolutnie nie może być lakierowane – i potem te mądrale kupują swoje prawidła z żywotnika olbrzymiego/red cedar/cedru kanadyjskiego, bo cedry prawdziwe są raczej pod ochroną i nawet olejki cedrowe nie są robione z cedru tylko z orzechów limby syberyjskiej, a cedr syberyjski – czyli lima syberyjska – z prawdziwym cedrem ma wspólnego tyle co hodowlany łosoś ze zdrową rybą do zjedzenia. To taki trochę offtopic, ale mierzi mnie gdy grono ludzi powtarza ślepo wyczytane frazy na blogach będących przybudówkami do biznesu i sklepu jak prawdy objawione. Jak prawidło to cedrowe, jak buty to tylko GYW, jak koszula to z dzielonym karczkiem, a najlepsze koszule na świecie to mają dzielony karczek, 7 ściegów na cm i perłowe fiszbiny. A najlepsi nadal używają dębiny, mahoniu, buku, lipy czy abachi, często też lakierowanych.

    A poza tym handwelted > goodyear welted. Nie tylko z uwagi na prestiż, ale też trwałość rozwiązania.

    Zauważyłem że po wymacaniu wielu tkanin dużo łatwiej ocenić ich skład bez patrzenia na metkę. Czasem to zawodzi, ale jeśli chodzi o konfekcję sklepową – zwykle trafiam z tym czy w ciuchu przeważa poliester, wiskoza czy bawełna. Warto chodzić, warto macać ubrania – i te z niższej półki, i te z wyższej. Oprócz podłapania różnic między złym, a dobrym wzornictwem naprawdę wyczucie tego chwytu tkaniny, tej drobnej czasem różnicy pomaga. Przymierzając kamizelkę z wełny Carlo Barbery czułem że to naprawdę coś ze stajni człowieka który założył by wyprodukować najcudowniejszą wełnę w Italii. Mam ten luksus że teść jest z wykształcenia i wielu lat zawodu włókiennikiem, bronił się z syntetyków, ale jest certyfikowanym (acz detali certyfikatu nie znam) znawcą wełny. Jak dotknął tej tkaniny aż otworzył oczy i zagwizdał – dawno takiej nie widział.

    A tak poza tym to kolejny fajny, solidny, może nieodkrywczy, ale sensowny artykuł. Keep up the good work. I pokaż w końcu jak wyglądają te lotniki od p. Staniosa, bo jestem ciekaw jak pracuje skóra i jak wygoda.

    • Bardzo dobry wpis!

    • Ludwig

      Poszedłbym nawet dalej – zakwestionowałbym wszystkie zasady w modzie męskiej i wszystkie z nich sprawdził na własnej skórze. Na przykład z moich doświadczeń wynika, że dodatek czegoś sztucznego nawet do marynarki nie musi oznaczać niższego komfortu podczas noszenia.
      Wiele razy też spotykałem się z podszewkami z wiskozy czy cupro zdecydowanie mniej przewiewnymi niż te wykonane z cienkiego poliestru. Ba, nawet koszule stuprocentowo bawełniane mogą być pod tym względem gorsze niż ich odpowiedniki z dodatkiem włókien sztucznych.
      Dobre materiały również nie muszą być drogie. Przy moich pierwszych spodniach bespoke, nie chcąc dużo ryzykować, kupiłem wełnianą (100%) gabardynę w cenie… osiemnaście złotych za metr. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy podczas odbioru krawiec (z dużym doświadczeniem) powiedział, że materiał jest bardzo dobry.
      Teraz, po ponad roku użytkowania, mogę potwierdzić jego słowa.

      • Janek

        „Wiele razy też spotykałem się z podszewkami z wiskozy czy cupro
        zdecydowanie mniej przewiewnymi niż te wykonane z cienkiego poliestru”
        A ja nigdy.

        „Ba, nawet koszule stuprocentowo bawełniane mogą być pod tym względem gorsze niż ich odpowiedniki z dodatkiem włókien sztucznych.”
        Również nie zdarzyło się. Oczywiście porównując koszule z koszulami, nie koszulę z bawełny ze sportową koszulką z tkaniny technicznej – nie ten wygląd, nie to przeznaczenie żeby je porównywać.

  • Rafał P

    Niesamowicie podoba mi się kierunek Twojego bloga. Nie zawsze komentuję wpisy, ale zawsze doceniam konsekwencję z jaką realizujesz swoją wizję bloga. Kwestionujesz pewne utarte schematy i mity. Masz własne zdanie na podejmowane tematy i przekazujesz je bez nadęcia, typowego dla niektórych blogerów. Ten blog ma swój styl. Pomysły Ci się nie kończą, zawsze jest coś nowego; nie kopiujesz, nie odgrzewasz kotletów. Z przyjemnością tu wracam:)

    • SJ

      Dzięki, niesamowicie miło mi czytać takie komentarze 🙂

  • Chris

    Tak, te dziurki to ciekawa sprawa; sam się do nich na tyle przyzwyczaiłem, że wyrobiłem sobie do nich stosunek na zasadzie: w kiepskiej marynarce są kompletnie nieważne, a w dobrej marynarce ich brak obniża dla mnie jej jakość. Ot, thug life 🙂

    Szymon, mam do ciebie pytanie związane z Benevento: sam się powoli przymierzam do złożenia zamówienia u nich z małymi personalizacjami, ale trochę mnie zaniepokoiło to, co przeczytałem ostatnio u Outdersena. czy rzeczywiście jest tak źle z komunikacją z firmą? Jakie są twoje doswiadczenia?

    • SJ

      Z tego co się dowiedziałem, mieli ostatnio pewne problemy z wyrobieniem się z ilością zamówień, ale ogarniają się. Rzeczywiście ostatnie dwie zamówione pary dotarły do mnie szybko i bezproblemowo.

    • Janek

      Mam dwie pary ich spodni. Jedne zamawiane ponad rok temu (flanela VBC) – bardzo fajne. Początkowo przysłali spodnie które nie uwzględniały ustalonych modyfikacji, ale spodnie zostały zwrócone, a ja dostałem wykonane poprawnie i rabat na przyszłe zamówienie. Spoko. Co prawda jeden z guzików smętnie wisi na jednej nitce, no ale trudno – mogło się zdarzyć źle wszyć.

      Zamówiłem drugie spodnie, zielony moleskin. Względem standardu poprosiłem o spore zmiany, przypomniałem się też o rabacie. Wszystko zostało uwzględnione – spodnie powstały na wykroju garniturowych (wysoki stan), dostały też zakładkę (o tą nie prosiłem, może zakładki Outdersena dostałem ja), ale nie wygląda to źle. Rabat oczywiście uwzględniono. Na spodnie nie czekałem długo.

      Po dwóch praniach nogawki skurczyły się o 2 cm, nitka przytrzymująca nadmiar materiału w jednej nogawce puściła, a z 6 guzików do szelek trzymają się tylko 2 – pozostałe wiszą smętnie na wyciągniętych nitkach. A nawet ani razu nie założyłem do nich szelek 😀

      Nie wiem czy znów zrobię zakupy. Cenę flaneli VBC podnieśli do 550 ziko. Denim 450. Mój lokalny krawiec (Tadeusz Baś) za uszycie spodni obecnie chce 4 stówy za igłę. Denim już kupiłem i zamiast zamówić w Benevento uszyje na miejscu – raz że wykrój będzie na mnie, a nie modyfikowany MTM, dwa że nie muszę się pieprzyć z dostawą i zwrotem kurierskim/Paczkomatem tylko odwiedzam przyjemny zakład na miejscu. Wszystkich ustaleń dokonam na miejscu, na przykładzie zdjęć, jak coś będzie niejasne to wyjdzie w rozmowie. Jak ktoś jest przede mną to poślinię się do próbników Scabala czy Harrisons of Edinburgh w tym czasie. Jak coś będzie nie tak to efekt zobaczę od razu i od razu omówię z krawcem co nie zostało zrobione tak jak ustaliliśmy.

      Co prawda flaneli VBC za 150 ziko pewnie nie dostanę, ale najwyżej kupię jakąś tańszą i w tej samej cenie dostanę bespoke z dobrą komunikacją i większą wygodą niż MTM w którym zawsze coś jest nie tak.

      A zakupu moleskinów nie żałowałem bo to świetna tkanina. Tylko niedawno w Marks&Spencer widziałem spodnie z moleskinu za stówę. I serduszko zabolało, i te smętnie wiszące guziki na szelki przeleciały mi przed oczami. Eh… Jeśli chcesz dostać coś co jest tylko u nich i nie ma sensownej alternatywy – zamów. W końcu dostaniesz to co chcesz. Ale jak spodnie zimowe to zacznij rozmowy wczesną jesienią. Jeśli spodnie letnie to już jesteś spóźniony.

      • Chris

        Kiedy zamawiałeś te spodnie?

        • Janek

          Flanela 30.12.2015, moleskin 27.09.2016