W dyskusjach o klasycznych męskich ubraniach często porównuje się ze sobą dwa style: sztywny i porządny brytyjski, oraz miękki i wygodny włoski. Ale to przecież nie wszystko.

Ten podział jest oczywiście uproszczony i nieszczególnie zniuansowany. Włoskie krawiectwo różni się od regionu do regionu: marynarka od rzymskiego krawca wyglądać będzie inaczej niż marynarka uszyta w Neapolu. Podobnie jest z brytyjskim krawiectwem – nie jest zupełnie jednorodne.

Ale to pewne skróty myślowe, często zresztą przydatne, bo pozwalają szybko określić pewne preferencje. Tak więc twój formalny granatowy garnitur z poduszkami w ramionach i o czystych, niezaburzonych liniach będzie bardziej w „brytyjskim” stylu, a ta sportowa marynarka bez konstrukcji i z nakładanymi kieszeniami – „włoska”. Nawet jeśli żadne z tych ubrań nie przyjechało tu z żadnego z tych krajów. Nie jest to może całkiem dokładne określenie, ale skupia się na kilku aspektach, które zwykło się uważać za istotne i charakterystyczne.

Niechętnie jednak polegam na takich uproszczeniach. Więc kiedy pomyślałem, żeby napisać kiedyś o stylach wykraczających poza te ramy, żeby poszerzyć nieco perspektywę, nie byłem pewny czy czuję się na siłach. Zwłaszcza, że moja uwaga skierowana była na azjatyckie marki i pracownie, a ja starałem się znaleźć jakieś elementy łączące ich produkty. Biorąc pod uwagę, że Azja jest jednak całkiem pokaźnym (i różnorodnym) kawałkiem lądu – którego, spieszę dodać, nigdy nie odwiedziłem – doszedłem do wniosku, że to nie jest zadanie dla mnie. Nie będę więc nawet próbował więc tworzyć jakichś definicji „azjatyckiego sytlu”, zamiast tego po prostu podzielę się kilkoma obserwacjami i powodami, dla których spoglądam w tamtym kierunku z zainteresowaniem. A że temat jest szeroki, myślę, że zacznę od Korei.

Źrodło: bntailor.tumblr.com

Przyczyna jest taka, że wydaje mi się, że to właśnie koreański B&Tailor zainteresował mnie tematem. Mają znakomity instagram i tumblr. Ich ubrania są także chętnie noszone przez wielu europejskich entuzjastów klasycznej męskiej mody, bo da się je zamówić podczas licznych trunk shows w Sztokholmie czy Londynie. Miałem też okazję zobaczyć rzeczy od nich na żywo, noszone przez Mikołaja z bloga Blue Loafers. Mogłem więc z bliska przyjrzeć się starannemu wykończeniu – piękna, ręczna robota – i zobaczyć jak to ubranie leży na człowieku nie tylko na zdjęciach. Cholera, Mikołaj pozwolił mi przymierzyć marynarkę i tak mi się spodobała, że byłbym z nią zwiał, gdyby tylko rękawy nie były o dobre pięć centymetrów za krótkie.

No popatrzcie na te detale. Źródło: bntailor.tumblr.com

Jungyul i Chad Park z B&Tailor. Źródło: bntailor.tumblr.com

Ich styl ma wyraźne włoskie wpływy – miękka konstrukcja i ramiona bez wypełnień, ale także detale takie jak skrojona po łuku kieszonka piersiowa (barchetta) czy podwójne pikowanie. Nie jest jednak po prostu kopią; szersze ramiona i korpus, niższa kozerka i bardzo wyraźny roll klap, schodzący do nisko umieszczonego guzika to charakterystyczne elementy. Jeśli spojrzeć na nowsze zdjęcia na ich instagramie, widać także coraz silniejsze inspiracje oldschoolem: szerokie nogawki, obszerne płaszcze, dwurzędówki o rozstawie guzików 6×1. Ten styl nie jest po prostu „włoski” albo „brytyjski” – jest swój własny.

Ale buszowanie po instagramie przynosi inne ciekawe przykłady – jak Vanni. Nie wiadomo mi o żadnej możliwości zamówienia ich ubrań w Europie, polegam więc jedynie na ładnych zdjeciach w internecie i filmikach na ich stronie internetowej (z których raptem jeden posiada angielskie napisy), zatem przyjmę z pokorą każdy wytknięty błąd. Ale i tu włoskie wpływy są widoczne, a pewne podobieństwa do stylu B&T zauważalne. Ten roll klapy, łuk kieszonki piersiowej, proporcje budowane przez pozycję guzika i długość marynarki. Kozerka, chociaż umieszczona wyżej, także biegnie po łuku. Różnice są wyraźne, oczywiście – w końcu tego się oczekuje od pracowni krawieckich, własnego house style. Jednak wydaje mi się, że sporo jest punktów wspólnych w sylwetce i detalach – i to są rzeczy, które mi się podobają, jak również stanowią inspirację w kwestii tego, co jest osiągalne.

Źródło: vannibespoke.tumblr.com

Bardzo interesujące i całkiem atrakcyjne są dla mnie te detale kroju. To, że garnitur daje sporo luzu i miejsca, nie przylega ściśle do ciała, a jednak z uwagą nadano mu własny kształt. Może to stanowić inspirację do eksperymentów z zamówieniami miarowymi. A może nie – ale nadal będzie cenne jako sposób na poszerzenie estetycznych horyzontów. Wyrwanie się z dychotomii włoskie-brytyjskie, zauważenie, że jest jeszcze dużo ciekawych rzeczy poza nią. Mnie sprawia to mnóstwo radości.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Łukasz Łoziński

    Świetnie, że podjąłeś taki temat. Mnie od dawna zastanawia, czy w dziedzinie klasycznego krawiectwa istnieje coś takiego jak styl niemiecki lub austriacki – zdaje się, że tak, ale trudno się spotkać z fachowym omówieniem ichniejszych przyzwyczajeń i tradycji. Poza tym strasznie chciałbym się dowiedzieć, jak szyją najlepsi krawcy w Indiach. Może przy następnym artykule przesuniesz uwagę nieco na Zachód od Korei? To może być coś niesłychanie ciekawego, biorąc pod uwagę związki Indii ze Zjednoczonym Królestwem, no i ich własną kulturę i wyobraźnię.

    • SJ

      To jest szalenie ciekawe i jakiś risercz mogę próbować zrobić, nawet powierzchownie. Dzięki 🙂

  • Miłosz

    Fajny świeży temat, dzięki za miłą, choć krótką lekturę.

    • SJ

      Planuję jeszcze do niego wrócić 🙂