Wiosna jest już za rogiem. Trzeba więc nosić te wszystkie flanele zanim wylądują na najbliższe pół roku w szafie.

Zauważyłem, że ten płaszcz często pojawia się na tym blogu. Nie wynika to z jakiejś mojej wielkiej miłości do tego ubrania – płaszcz jest za krótki, nie wykonany jakoś fantastycznie, sporo drobiazgów mnie w nim irytuje. A jednak w dni nie dość zimne, by uzasadnić noszenie posiadanego przeze mnie wielkiego wojskowego płaszcza, to ten jest moim domyślnym okryciem wierzchnim. Kolor pasuje prawie do wszystkiego, co mam w szafie. Będę go więc nosił w tę, jeszcze dość chłodną pogodę, przynajmniej dopóki nie sprawię sobie granatowej dyplomatki.

Kolejna rzecz, którą noszę bardzo często: koszula OCBD od Luxire. Szybko stała się moją ulubioną i zakładam ją na siebie gdy tylko wyschnie po praniu. Gruba tkanina z tym praniem tylko zyskuje, co widać na przykład po tym, jak przyjemnie zmięty stał się nieusztywniony kołnierzyk i mankiety.

Zakładam do niej zwykle inne rzeczy o widocznej fakturze, jak krawat z grenadyny garza grossa.

Spodnie uszyte są z flaneli w pepitkę. Byłem zaskoczony tym, jak łatwo dopasować je do innych rzeczy. Pomaga niewątpliwie to, że na miękkiej powierzchni flaneli wzór jest nieco rozmyty. Krój jest taki, jaki najbardziej polubiłem w ostatnich miesiącach: wysoki stan, szeroki pas, zakładki, sporo miejsca w udzie i wąskie ujście nogawki.

Na dole koniakowe broguesy. Nie wiem, co więcej o nich powiedzieć – to koniakowe broguesy. Są super.

Marynarka i płaszcz – Massimo Dutti // koszula – Luxire.com // spodnie – Benevento // krawat – Poszetka.com // buty – Yanko

Zdjęcia: Jakub Płoszaj

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie