Wiosna jest już za rogiem. Trzeba więc nosić te wszystkie flanele zanim wylądują na najbliższe pół roku w szafie.

Zauważyłem, że ten płaszcz często pojawia się na tym blogu. Nie wynika to z jakiejś mojej wielkiej miłości do tego ubrania – płaszcz jest za krótki, nie wykonany jakoś fantastycznie, sporo drobiazgów mnie w nim irytuje. A jednak w dni nie dość zimne, by uzasadnić noszenie posiadanego przeze mnie wielkiego wojskowego płaszcza, to ten jest moim domyślnym okryciem wierzchnim. Kolor pasuje prawie do wszystkiego, co mam w szafie. Będę go więc nosił w tę, jeszcze dość chłodną pogodę, przynajmniej dopóki nie sprawię sobie granatowej dyplomatki.

Kolejna rzecz, którą noszę bardzo często: koszula OCBD od Luxire. Szybko stała się moją ulubioną i zakładam ją na siebie gdy tylko wyschnie po praniu. Gruba tkanina z tym praniem tylko zyskuje, co widać na przykład po tym, jak przyjemnie zmięty stał się nieusztywniony kołnierzyk i mankiety.

Zakładam do niej zwykle inne rzeczy o widocznej fakturze, jak krawat z grenadyny garza grossa.

Spodnie uszyte są z flaneli w pepitkę. Byłem zaskoczony tym, jak łatwo dopasować je do innych rzeczy. Pomaga niewątpliwie to, że na miękkiej powierzchni flaneli wzór jest nieco rozmyty. Krój jest taki, jaki najbardziej polubiłem w ostatnich miesiącach: wysoki stan, szeroki pas, zakładki, sporo miejsca w udzie i wąskie ujście nogawki.

Na dole koniakowe broguesy. Nie wiem, co więcej o nich powiedzieć – to koniakowe broguesy. Są super.

Marynarka i płaszcz – Massimo Dutti // koszula – Luxire.com // spodnie – Benevento // krawat – Poszetka.com // buty – Yanko

Zdjęcia: Jakub Płoszaj

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Chris

    Hmm… no ten kołnierzyk jak dla mnie wygląda trochę niechlujnie. Po prostu go nie prasujesz, tak?

    • SJ

      Lekko przejeżdżam żelazkiem, nie wkładam za dużo wysiłku w prasowanie go. Podoba mi się taki.

      • B.

        Jak D.D. Lewis w „Az poleje sie krew”.

    • Franek

      Racja z tym kołnierzykiem, łagodnie napisane, że wygląda to niechlujnie, moim zdaniem fatalnie. Tym bardziej, że nie jest to len, który się gniecie, ale najważniejsze, że się koledze podoba, na pewno z kantami na rękawie wygląda ekstrawagancko.

      • SJ

        „The original collars had long points and were made without any interlining. This resulted in a very unique, soft roll that would change depending on the wearer’s position, movement, and even the way he happened to tie his tie that day. It was asymmetrical, wrinkly, and frankly even a bit messy looking. But therein lies the charm.” – piszą na Put This On w pierwszym wpisie z serii o koszulach OCBD, przy okazji podkreślając to, co mnie się w tych kołnierzykach podoba: http://putthison.com/post/47626406181/the-oxford-cloth-button-down-shirt-series-part-i

        Nie wkładam wiele wysiłku w prasowanie tego kołnierzyka, bo jest to wysiłek stracony: kołnierzyk z grubego oxfordu pozbawiony jakiegokolwiek usztywnienia, składający się wyłącznie z dwóch warstw tkaniny, nie utrzyma swojej formy i pomnie się zaraz na powrót. Wynika to z właściwości materiału i owszem, porównanie do lnu nie jest bezzasadne. Taka zaś forma nie jest moim wymysłem, funkcjonowała już w latach 50-tych i 60-tych – choć fakt, że głównie w Stanach.

        Mam świadomość, że nie jest to estetyka, która każdemu odpowiada, czy która cieszy się entuzjazmem wszystkich bez wyjątku. Tak samo jak mam świadomość, że stosowanie wypełnień i usztywnień nadaje ubraniu czystszą, schludniejszą formę, postrzeganą jako bardziej elegancka. Można nawet uznać – nie całkiem bezpodstawnie – że dla mojej sylwetki generalnie ubrania o takich liniach będą lepsze, bo lepiej zamaskują jej niedoskonałości i stworzą doskonalszą iluzję optymalnej sylwetki. Nie mówiąc o tym, że z pewnością nie będą „niechlujne”, bo i nie będą marszczyć się i miąć.

        Ja jednak odnajduję urok w tym wymięciu i marszczeniu, ubranie takie noszę z większą przyjemnością i poświęcając mu mniej uwagi, gdy je już na siebie założę. I tyle.

  • Mateusz Piotrowski

    Kołnierz koszuli mi osobiście nie przeszkadza. Nie rozumiem natomiast zachwytu płaszczem: oprócz wspomnianych wad… w zasadzie ma same wady. Tak jasny odcień brązu ani nie pasuje do granatu, ani nie wygląda dobrze gdy znacznie ciemniejszy kolor stanowi dlań tło. Obniżą autorytet i mnoży problemy z dopasowaniem. Nie bez powodu marynarki w takim kolorze nie są popularne, delikatnie rzecz ujmując

    • SJ

      Nie zachwycam się, natomiast go lubię. A marynarkę w takim kolorze (z wielbłądziej wełny) mam zamówioną.

      Nie wiem jak kolor wpływa na dopasowanie, a co do autorytetu budowanego przez noszenie ubrania, to niezbyt mnie ten temat interesuje.

      • Mateusz Piotrowski

        Jak kolor wpływa na dopasowanie? Cóż, to dość obszerny temat, ale ogólnie przyjmuje się, że pewne kolory do siebie pasują a inne nie. Można powiedzieć, że jest to co najmniej częściowo obiektywna sprawa. Wg. mnie płaszcz w takim kolorze będzie źle wyglądał z większością popularnych w modzie męskiej kolorów.
        Piszesz, że nie interesuje Cię temat budowania autorytetu przez ubiór dokładnie tego samego dnia, kiedy publikujesz post właśnie m.in. o tym? Ciekawe…

        • SJ

          1. Jako „dopasowanie” zwykle rozumiem „fit”, czyli „jak ubranie leży”. Co do tego, jak pasują do siebie różne kolory, no to jasne – ale pragnę zauważyć, że nie jest to ścisła nauka ani naprawdę sztywne zasady.

          2. Nie interesuje mnie budowanie autorytetu przez ciuchy. Teoretyczne rozważania na różne z ciuchami związane tematy to z kolei mój modus operandi na tym blogu. Rzeczywiście wyszedł mi w poprzednim komentarzu niefortunny skrót myślowy.