Nie zawsze wszystko wychodzi tak, jakby człowiek tego chciał. I nie zawsze udaje się znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie powstałych po drodze problemów.

Sytuacja jest cokolwiek niezręczna i niełatwo mi o niej pisać. Nie spieszyłem się z tym postem – czekał na napisanie i publikację kilka tygodni, bo zależało mi na nabraniu odpowiedniego dystansu do sprawy, możliwości spojrzenia na nią na chłodno i spokojnie. Pisanie o czymś takim na gorąco i pod wpływem emocji nie służy raczej nikomu.

Zaczęło się, gdy pracownik poznańskiej firmy Miler zaproponował mi nieodpłatne odszycie garnituru w systemie MTM w ramach przetestowania usługi. Po kilku rozmowach umówiliśmy się na termin mojej wizyty w Poznaniu celem złożenia zamówienia i zebrania miary. Punktem wyjścia miał być znany chyba wszystkim garnitur Phoenix, służący za przymiarkowy. W marynarce zadecydowaliśmy o kilku zmianach: miała być na 2,5 a nie 2 guziki, bez podszewki; ramiona pozbawione miały zostać wypełnień, rękaw nieznacznie zwężony (zwłaszcza od ramienia do łokcia), a pacha spłycona. Wybrałem materiał: granatowy hopsack z tkalni Standeven, będący mieszanką wełny i moheru.

Do tego momentu wszystko było OK. Problemy zaczęły się, gdy dostarczono mi gotowy garnitur, gdzieś w pierwszej połowie grudnia. Spodnie i kamizelka wyszły bardzo fajnie i zgodnie z niemal wszystkimi moimi życzeniami (a było ich sporo). Marynarka natomiast została odszyta kompletnie nieprawidłowo. Najmniejszym z jej problemów był fason na 3 zamiast 2,5 guzika (czyli: wszystkie dziurki obszyte były po zewnętrznej stronie, a klapy rolowały się do górnej, a nie środkowej dziurki). Dużo większym – skrajnie wąski rękaw utrudniający nawet zgięcie ręki w łokciu i u wylotu niewiele szerszy od mankietu koszuli, oraz pacha jeszcze głębsza niż w przymiarkowym Phoeniksie. Oprócz tego na wysokości klatki piersiowej pojawiły się dziwne fałdy. Niestety nie dysponuję zdjęciami szczególnie wysokiej jakości, więc za poglądowe wystarczyć będą musiały te poniższe, przedstawiające marynarkę w momencie jej odbioru:

Skontaktowałem się z pracownikiem firmy Miler, z którym umawiałem to zamówienie, opisując błędy i załączając zdjęcia – wyrażając przy okazji opinię, że problemy są poza zasięgiem poprawek. Usłyszałem, że marynarka najprawdopodobniej zostanie odszyta na nowo, tę mam natomiast zapakować i wręczyć kurierowi. Marynarka wróciła do mnie w styczniu. Piszę “wróciła”, bowiem był to ten sam egzemplarz, w którym szwalnia spróbowała jednak poprawki wprowadzić. Polegały one na poszerzeniu rękawa w bicepsie i łokciu (zostawiając bardzo wąski wylot), wszyciu półpodszewki, oraz umieszczeniu w ramionach poduszek. Jak nietrudno się domyślić, rozwiązanie to uznałem za nieszczególnie satysfakcjonujące i ponownie skontaktowałem się firmą. Ponownie zamówiono kuriera po odbiór nieszczęsnej marynarki oraz zapewniono mnie, że tym razem zostanie ona odszyta na nowo.

Czekałem na wieści. Na pytanie: “Co dalej?” usłyszałem, że sprawa czeka na ostateczną decyzję ze strony właściciela, Tomasza Milera. Po prawie dwóch tygodniach od odesłania marynarki postanowiłem więc skontaktować się z Tomaszem bezpośrednio, żeby wypracować jakieś rozwiązanie. Tomasz przyznał, że marynarka rzeczywiście nie nadaje się do poprawek. Odszycie nowej nastąpiłoby, gdyby było to zamówienie od zwykłego klienta, który zapłacił za garnitur MTM pełną cenę; w tym przypadku jednak Tomasz nie chce ponosić kosztów sprowadzenia dodatkowego materiału i odszycia, zaproponował mi zatem, bym zatrzymał spodnie i kamizelkę, a sprawę puścił w niepamięć – czyli po prostu nie pisał o niej.

Uznałem, że propozycja jest nie do przyjęcia; moja sugestia, że mogę na przykład zapłacić za materiał, nie spotkała się z kolei z żadną odpowiedzią. Nie przedstawiono mi żadnej innej opcji, która doprowadziłaby do finalizacji zamówienia, zamiast tego usłyszałem, że jest to problem wynikły z winy pracowników umawiających zamówienie i zbierających miarę czy wczesnego etapu współpracy ze szwalnią. Ostatecznie Tomasz stwierdził, że był przekonany, że garnitur szyty jest do stylizacji, a nie recenzji, bowiem na recenzję nigdy by nie przystał – z zasady. Nie osiągnęliśmy więc porozumienia. Poinformowałem go jedynie, że odeślę pozostałe dwie części zamówionego garnituru, a sytuację opiszę – co też czynię.

Jest jasne, że piszę z innej pozycji, niż zwykły klient, który zapłacił za garnitur. Przyjmuję więc z pełną świadomością, że mogę zostać odebrany jako kapryśny bloger, któremu dają za darmo, a on i tak wybrzydza. Nie będę próbował się usprawiedliwiać – zostawiam ocenę Czytelnikom. To rzekłszy, jest kilka rzeczy, które muszę doprecyzować.

Nie przyjmuję ubrań za darmo “do stylizacji” lub “do sesji”. Indywidualne warunki finansowe współpracy – czyli w praktyce: pełną odpłatność, częściową, lub jej brak – ustalam tylko w przypadku relacji z zamówień miarowych lub zindywidualizowanych. Jest to jasno napisane w polityce reklamowej bloga, która jest dostępna publicznie i która niewątpliwie znana była pracownikowi, z którym warunki tej współpracy ustalałem – bo dyskutowaliśmy o niej kilkakrotnie przy różnych okazjach. Pracownik ów działał zaś – co Tomasz potwierdził – posiadając wszelkie wymagane zgody i upoważnienia. Ponadto, koszule marki Miler, które prezentowałem na blogu, też nie zostały mi przesłane nieodpłatnie – zapłaciłem za nie. Pewnym wyjątkiem jest biała koszula OCBD – przesłana mi, cóż, do recenzji. Odkupiłem ją dopiero po publikacji tekstu.

Taka polityka wynika z faktu, że zamówienie miarowe jest obarczone dużo większym ryzykiem, niż kupno ubrania RTW – i pozwala mi nawiązywać współprace, których efektem są recenzje usług różnych firm i rzemieślników. W przeciwnym wypadku najpewniej trzymałbym się tych, których już znam i sprawdziłem. Jednocześnie nigdy nie ukrywam informacji o warunkach takiej współpracy przed czytelnikami. Wydaje mi się, że dla czytelników stanowi to jakąś korzyść – mogą zobaczyć usługę i produkt w kontekście innym, niż materiały marketingowe firmy, które z samej swej natury są dalsze od obiektywnej informacji.

Skoro zaś mowa o ryzyku, mam świadomość, że w zamówieniu miarowym coś może nie wyjść. Świadomość tę ma każda osoba, która choć otarła się o temat szycia miarowego lub pasowanego. Nie upatruję problemu w tym, że zamówienie nie poszło idealnie i marynarka została źle odszyta. Każdy popełnia błędy – decydujące jest zaś, co firma postanowi dalej z tym błędem zrobić. Oczywistym jest, że w przypadku, gdy garnitur od początku odszyty był nieodpłatnie, koszty naprawy tego błędu dla firmy są większe – stąd moja propozycja pokrycia przynajmniej ich części. Zależało mi na możliwości opisania finalnego produktu i przekonania się, czy jest dobry – niezależnie od problemów powstałych podczas realizacji zamówienia. Nie uzyskałem niestety takiej szansy.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że opisana powyżej sytuacja jest odosobniona. Ostatecznie produkty RTW marki Miler, które posiadam, są dobre lub bardzo dobre. Nie mam zastrzeżeń do obsługi ze strony pracowników. A to zamówienie, choć w założeniu będące symulacją normalnego zamówienia MTM, jednak różni się od tego, co spotka przeciętnego klienta płacącego za usługę pełną cenę. Nie jest moim celem więc oczernianie marki; po prawdzie, szczerze wolałbym sprawę zamknąć raz na zawsze i do niej nie wracać. Wydaje mi się jednak, że czytelnicy zasługują po prostu na informację z mojej strony – fundamentalnie nieuczciwym wydaje mi się odstąpienie od recenzji usługi w sytuacji, gdy tylko coś po drodze pójdzie nie tak. Wtedy rzeczywiście niewiele różniłaby się ona od materiału promocyjnego firmy.

Ocena należy, rzecz jasna, do Was.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Antoni Czachor

    Dziwnie się to czyta w kontekście „afery poszetkowej”…

    • SJ

      Ten wpis zaplanowany miałem z kilkutygodniowym wyprzedzeniem – zależało mi na tym, żeby mieć trochę czasu na opisanie jej na spokojnie. Ze sprawą z poszetkami nie miałem nic wspólnego, nie znam osobiście ludzi w nią zaangażowanych.

      • Chris

        Tak czy inaczej timing nienajlepszy dla Milera.

    • Norbert

      Czy możesz mi przybliżyć aferę poszetkową?

      • SJ
      • Janek

        Zrobili wielki hajp na super poszetki, potem się okazało że bele materiału był zadrukowane bez żadnych ramek na cięcie i rolowanie więc poucinało wzory, masa poszetek była obszyta krzywo, nierówno, niektóre (co najmniej jedna) przypominały nawet bardziej traper niż prostokąt, wysyłali po kilka poszetek w jednym pudełku (zamówienia grupowe), czyli część osób dostanie poszetkę z pudełkiem, a część jak szmatę kuchenną za 2,50 – zwiniętą do ręki.

        Przedstawiciel marki (menedżer ds. marketingu chyba, ale za to głowy nie dam) odpisał, streszczając, „mieliście się nie obczaić, możecie reklamować, btw. zaraz nowe wprowadzamy, chcecie kupic? XD”. Potem odpisał sam Miler, posypując głowę popiołem, przedstawił 3 rozwiązania i obiecał kontakt mailowy następnego dnia ze strony sklepu do koordynatorów zamówień grupowych. Dwa dni później – kontaktu brak, trzeba było się dopominać.

        W skrócie – fuszera na 102. Jak widać – nieodosobniona. Bańka nabijana przez marketing i floodwanie internetu przez jakichś 10 marketingowców (ocena starą, dobrą metodą na oko) zaczyna pękać.

  • Tomek

    Trudna sprawa, ale wpis jak najbardziej potrzebny. Wiarygodność w dzisiejszym wysypie „modowych” blogów buduje się właśnie w ten sposób. Sam mam kilka koszul, portfel, pasek od Milera i nie mogę powiedzieć złego słowa o produktach RTW. Ba, nawet ostatnio bez większego problemu (poza tym, że całość długo trwała) reklamowałem dwie koszule po roku od ich zakupu.

    Ja na miejscu właściciela bym po prostu przeprosił i zaproponował Ci odpłatne uszycie nowej marynarki. Wilk syty i owca cała. Ty masz cały komplet, a oni nie są stratni finansowo. Będąc uczciwym konsumentem nie można przecież wymagać od przedsiębiorcy, który ma cel w osiągnięciu zarobku, by był ponad miarę stratny na akcjach marketingowych. W końcu to oni wyszli z taką inicjatywą. W dodatku ich produkt miałby szansę na dobrą recenzję i obroniłby się sam. A teraz? Po co komu wybrakowany komplet garnituru? Nie chodzi o to, by na siłę szukać stylizacji w zestawach koordynowanych.

    Uczciwym przykładem współpracy był niedawny wpis MTM z p. Zarębą. Obniżona cena, dobra obsługa, wszystko jasne.

    Marka Miler (którą naprawdę bardzo cenię – za inicjatywę, jakość produktów, szycie w Polsce i wybicie się na rynku) ma ostatnio jakąś zadyszkę w sferze promocji i obsługi klienta. Długo nie szukać, na forum BwB pojawił się wątek o grupowym zamówieniu poszetek, z których nie wszystkie zostały starannie obszyte. Ale! Nie można za taki stan rzeczy mieć pretensji do samego Tomka Milera, który przy takiej skali działalności nie jest w stanie wszystkiego kontrolować. Pewnych wpadek nie da się uniknąć. Pozwolę sobie na drobną uszczypliwość, ale może jego pracownicy winni więcej uwagi włożyć w swoją podstawową pracę sprzedawcy, a nie notorycznie promować się w różnych social media?

    P.S. tak z ciekawości – czy przed publikacją tego wpisu przesłałeś go do „autoryzacji” do Poznania?

    • SJ

      Nie, mój kontakt z Tomkiem zakończył się jakoś w lutym. Po rozmowie jaką odbyliśmy nie planuję dalszej współpracy z marką.

      • GS

        Brzmi poważnie…

  • thesoftpackdude

    Sprawę odbieram jako typową niezręczność, co do której ciężko znaleźć odpowiednie rozwiązanie – nie mniej jednak uważam za rozsądne z Twojej strony opisanie sprawy na blogu.

  • Chris

    Planujesz może recenzję MTM-u Szarmanta?

    • SJ

      Będę szukał kogoś do zrealizowania jednego projektu, nie wiem natomiast jeszcze kto to będzie.

  • Kacper

    Myślę, że sprawa została przedstawiona z wielką delikatnością i taktem. Takie rozwiązanie może przysłużyć się nam, potencjalnym klientom jak i marce Miler. Konstruktywna krytyka i mała lekcja pokory bywają pożyteczne

  • Dziękuję za szczery post. Doceniam. Rzadko zdarza się taka recenzja.

  • Łukasz

    Dobrze że tekst jest napisany w duchu łagodności, opinię czyta się przyjemnie.
    Tylko niesmak pozostaje i dusi nas w środku.
    Zastanawiam się również nad swoim zamówieniem chodzi o garnitur Phoenix z pierwszej puli przedsprzedaży.
    Otrzymałem go w Styczniu minęło 2 miesiące, ja przymierzałem go parę razy i czekam dalej chcąc wykorzystać go na ślubie, całość dla oka leży dobrze, przeciętna osoba nie zobaczy błędów.
    Byłem nawet z nim u Szarmanta, celem przymierzenia i zakupu kamizelki PoW.
    Tam dostrzegliśmy kilka mankamentów które miałem w głowie, wystające nitki, źle wszyty rękaw(być może gotowy RTW, nie jest dla mojej postury odpowiedni) i szew spodni dziwnie wchodzi między pośladki.
    Prawdą jest że rękaw również powinien być węższy od ramienia do łokcia, zniwelowało by to te fałdy widoczne u mnie, a poszerzony w nadgarstku – bo nawet rozpięcie guzików przy koszuli na spinkę od Milera daje pionowy wypchany efekt.
    Zastanawiam się czy nie pojechać na najbliższe spotkanie w W-wie i przedstawić mankamenty całemu zespołowi, co tam te 300km.
    Poszetkę z pierwszej serii dostałem gratis, i podobnie jak koledzy z forum pomyślałem ręczna robota tak musi być, na szczęście mam ucięte tylko dwa żołędzie uff dobrze że to tylko poszetka…

  • czlowiekzazbestu

    Ogromny szacunek za uczciwe podejście do sprawy. Już drugi raz (pierwszy był, kiedy zwróciłeś uwagę na problem warunków i wynagrodzeń szwaczek) pokazujesz, że ‚klasa’ to nie tylko kwestia eleganckich ciuchów.

  • Cóż, przykra sprawa, a Ty pokazałeś klasę delikatnością i sumiennością z jaką podchodzisz do sprawy.

    W biznesie słowo jest często ważniejsze niż umowy z setkami pieczątek sporządzone przez zastępy prawników. Jakkolwiek szanuję działalność p. Milera i życzę jemu oraz jego firmie jak najlepiej, to nigdy nie podobał mi się dość agresywny marketing i coś z tyłu głowy mi szeptało, że to trochę zbyt napompowany balonik. Uważam jednak, że powinni bezwzględnie położyć uszy, przeprosić, załagodzić sprawę. To nie jest tak, że skoro za darmo, to nie powinieneś być lepiej potraktowany. Straciłeś w końcu czas i nerwy. To bezcenne wartości. Wizerunek i relacje to podstawa w biznesie.

    Doskonale rozumiem, że młoda, rozwijająca się firma z zespołem złożonym z młodych ludzi popełnia więcej błędów niż doświadczone przedsiębiorstwo z procedurami, zbudowane w oparciu o dojrzałych specjalistów – również tych wiekiem. Nie piszę tego ze złośliwością, ale zamiast inwestować grube pieniądze w zasięgi, może warto byłoby zwolnić, popracować nad procedurami, jakością obsługi, narracją kryzysową. Jest wiele firm specjalizujących się w tych dziedzinach.

    Życzę zarówno Tobie jak i firmie p. Milera braku takich nieprzyjemnych sytuacji.

  • KK

    Coś jest na rzeczy z produktami p. T. Milera. W piątek otrzymałem koszule białą OCBD. Ilość odstających nici i ich długość odstrasza już przy samym rozpakowywaniu. Koszule spakowałem i odsyłam, za te pieniądze nie mam zamiaru samemu obcinać nici.

  • Bardzo dobrze, że zdecydowałeś się na opisanie sytuacji- zrobiłeś to dyplomatycznie i z klasą.
    Rozumiem rozterki producenta, jeśli chodzi o ponoszenie dodatkowych kosztów, skoro nie było to „typowe” zamówienie, natomiast przykre jest, że Twoje próby rozwiązania sytuacji i chęć dopłacenia za materiał nie spotkały się z przychylnością ze strony firmy.

    Niestety odnoszę wrażenie, że bardzo wiele firm po „wyrobieniu” sobie marki troszkę spoczywa na laurach a produkty tracą na jakości. Mam jednak nadzieję, że obie sytuacje to tylko niefortunny zbieg okoliczności i tylko „słabszy okres” dla producenta.

    • Piotr

      A ja nie rozumiem jak można zaoferować komuś garnitur z nadzieją na recenzję i mieć gdzieś, że jest źle zrobiony i mieć pretensje, że ten ktoś chciałbym poprawkę. Zwłaszcza, że ten ktoś nawet chciał zapłacić za tkaninę.

      • Z tego co zrozumiałam, to właśnie nie miał być on przeznaczony na recenzję (i tu pierwsze nieporozumienie).
        i jak najbardziej zgadzam się z Twoją wypowiedzią, natomiast staram się też postawić w sytuacji samego producenta, w każdym razie na etapie negocjacji. Natomiast jak już wyżej wspomniałam sytuacja, w której producent nie chce naprawić swoich błędów mimo chęci pokrycia części kosztów, jest niedopuszczalna.

        • SJ

          Innej formy niż relacja z zamówienia ubrania miarowego/recenzja nie przyjmuję. Pracownik, który umawiał ze mną współpracę w imieniu marki o tym wiedział i w takiej formule ta współpraca się odbywała do momentu zaistnienia opisanego problemu. Dlatego w ogóle publikuję ten tekst – relacjonuję przebieg zamówienia.

          • Czyli rozumiem, że to tłumaczenie firmy było kolejnym zabiegiem z celu „pozbycia się odpowiedzialności”?
            No cóż. W takim razie pozostaje się cieszyć, że dzięki temu wpisowi ewentualny nabywca będzie się liczył z możliwością problematycznych kontaktów.
            Pozdrawiam serdecznie.

  • B.

    Powoli pada mit małej pracowni, w której jakość stawiana jest na pierwszym miejscu. Internet to bezcenne narzędzie weryfikacji nierównych inicjatyw.

  • Michał Opara

    Szacunek za ten wpis. Być może skrzywdzę jakiegoś innego blogera, ale podejście do płatnej współpracy, jakie prezentujesz – i jakie potwierdziłeś teraz – wydaje mi się tyleż rzadkie, co potrzebne i godne propagowania. Natomiast postępowanie pracowników firmy pana Milera i jego samego, zwłaszcza w kontekście od dawna stosowanego języka promocji, naprawdę razi.

  • Ladislav

    Siema,
    jeszcze bym dołączył do tematu. Może w sprawie innej części ubioru, ale natomiast ten sam producent. Nie bedzie chodziło o poszetki. Kupiłem nie dawno koszule o T.Millera. Niebieska button down, myszle, ze bawełna 2-skrętna, w każdym razie bawełna. Przyznaje, ze nie posiadam aż taka wiedzę jak niektórzy z was, z tego powodu, nie będę sie dziwił, jak mnie ktoś poprawi. Pointą w tym, ze kupiłem ja, ładne opakowanie, wszystko tutti frutti. Wiedziałem, ze to nie na miarę robiona, także jakieś tam niedoskonałości mną nie poruszały. ALE ten materiał???? Really??? Nawet sobie kupiłem podkoszulkę, co zazwyczaj nie nosze, no bez szańce. W tym, przynajmniej ja osobiście nie potrafię wytrzymać. Jest jak by mnie tnely drobne skalpele. Może ktoś ma podobne doświadczenie.

    Pozdro i dzięki za bardzo dobry blog:).

    L.

  • maciek lepton

    Jako konsument zarówno treści oraz produktów uważam, że to jest sytuacja win-win. Dla Pana gratulacje za odwagę w opisaniu sytuacji, dla firmy Miler plus za stwierdzenie, że dla „normalnego” klienta reklamacja byłaby uznana.

    Właśnie, to jest bardzo specyficzny przypadek istotny chyba tylko dla Pana kolegów po fachu tj. Szarmanta, Mr. Vintage, Jana Adamskiego i innych. Tym samym proponuję zmienić tytuł, gdyż to nie jest moim zdaniem zwykła usługa MTM.

    Czytając wszystko utwierdzam się w bespoke. Aż mnie dziwi, że MTM umożliwia zwężanie rękawów oraz zabawę z trzecim guzikiem.

    • SJ

      Modyfikacje szerokości rękawów czy dodanie guzika nie są w MTM niczym niezwykłym.

      • maciek lepton

        Przyznaję się do niewiedzy. Sądziłem, że MTM to *sztywny* krój i tym się od bespoke różni, gdzie nie ma gotowca tylko kroi się tak jak to było obgadane (has been spoken)
        Chętnie przeczytam artykuł o tym co MTM zapewnia a co nie; gdzie jest wyraźna różnica od bespoke (poza ceną)

        • SJ

          Zatem dla jasności: nie ma sztywnej definicji MTM. Generalnie rzecz biorąc w bespoke ogranicza cię wyobraźnia i umiejętności krawca, w MTM jest inaczej – są gotowe szablony, które się modyfikuje pod klienta. Jedni dostawcy takiej usługi dają większą swobodę wyborów stylistycznych, inni mniejszą; generalnie jednak większość zmiennych takich jak szerokość klap, rodzaj kieszeni, liczba guzików itd. jest dostępna. To, o czym piszesz – gotowy i niezmienny krój, z którego wybiera się rozmiar i tkaninę i na tym zabawa się kończy, zwykło się nazywać made to order (MTO).

          W pozostałych kwestiach poruszonych w Twoim poprzednim komentarzu: jestem jednak zdania, że sam proces szycia, którego rezultatem było opisywane i widoczne na zdjęciach ubranie nie różni się w zależności od tego, kto jest zamawiającym. Mam też szczerą nadzieję, że w przypadku płacącego klienta firma dotrzyma składanych zapewnień; nie mam tego niestety jak stwiedzić, bo i mnie zapewniano o różnych rzeczach – na przykład, że marynarka zostanie ponownie odszyta – a skończyło się jak się skończyło. Oczywiście od czytelnika zależy, czy wobec takiej sytuacji nadal traktuje zapewnienia firmy jako wiarygodne.

  • Olga

    Bardzo dobry i niezwykle (co rzadko spotykane) obiektywny wpis. Sama sytuacja faktycznie dość nieprzyjemna i niesmaczna, natomiast sposób w jaki ją przedstawiłeś mógłby być wzorem do opowiadania o tego typu sprawach. Naprawdę rzetelny, bez większych resentymentów, nie wartościujący negatywnie firmy Miller, choć przeciętny człowiek w tej sytuacji zapewne wylałby całą swoją gorycz i nie pozostawił na wykonawcach tak zwanej suchej nitki (biorąc pod uwagę fakt, że propozycja właściciela była dość bezczelna). To wszystko czyni Cię niezwykle autentycznym i zjednuje czytelników. Można? Można 🙂