Nawet garnitur może być nieformalny. Jest kilka detali, które robią różnicę w tym względzie. Nie wszystkie jednak są równie ważne.

Liczy się każdy szczegół. Prawie każdy element kroju marynarki garniturowej może uczynić ją nieco bardziej albo nieco mniej formalną i oficjalną. Jeśli coś już o tym czytałeś, wiesz zapewne o czym mowię: klapy w szpic są bardziej formalne niż otwarte; nakładane kieszenie mniej, niż te z patkami, a żadne nie dorównują formalnością ciętym kieszeniom bez patek. Najbardziej oficjalne jest zapięcie na jeden guzik. I dwa szlice zamiast jednego.

O ile zgadzam się, że jest to w mniejszym lub większym stopniu prawda, ja z reguły to ignoruję. Jasne, zapięcie na jeden guzik zbliża marynarkę do smokingu, więc jest bardziej formalne – w teorii. W praktyce, zapięcie na jeden guzik to domyślny styl marynarek Huntsman – a one nie wyglądają mi na szczególnie formalne.

Kłóciłem się o to z Mikołajem z Blue Loafers kilka razy. Mikołaj przewraca oczami na moje trzyczęściowe garnitury z nakładanymi kieszeniami, bo uważa je za zbyt nieformalne rozwiązanie do zestawienia z kamizelką. Wyrażał się z niechęcią wobec pomysłu noszenia marynarki z kieszeniami bez patek do dżinsów. A ja się nie zgadzam, bo sądzę, ze to rzeczy, które obecnie mają marginalne znaczenie.

Nie uważam, warto zauważyć, że nie ma różnicy w formalności między ciuchami określanymi po angielsku jako “tailored”. Wydaje mi się jedynie, że są rzeczy, które o tej formalności decydują praktycznie ostatecznie, a cała reszta sprowadza się do wyboru natury estetycznej.

Najważniejsza jest tkanina. Gładka wełna czesankowa w ciemnym kolorze jest formalna. Wyraźna faktura, wzór, jasne kolory – to formalność obniża. Granatowy albo grafitowy garnitur z czesankowej wełny będzie obecnie formalnym ubraniem; możesz zdecydować się na klapy w szpic, żeby to podkreślić, ale niewielu zwróci na to uwagę. Jeśli zdecydujesz się na flanelę, tweed, szorstki wełniany hopsack – dostaniesz mniej formalne ubranie. Jeśli wybierzesz jaśniejszy kolor i dodasz jakąś kratę, zrobisz kolejne kilka kroków w dół na drabinie formalności.

Kolejna rzecz to konstrukcja. Ta typowa dla brytyjskiej tradycji krawieckiej, z mocno wypełnionymi ramionami i usztywnioną klatką piersiową da ci eleganckie, czyste linie – zbliżając przy tym garnitur do wojskowego munduru. To także wygląda formalnie i poważniej, niż marynarka uszyta na miękko. Ale konstrukcję umieszczam na drugim miejscu, ze względu na takie wyjątki, jak linkowana wyżej marynarka Huntsman.

Te dwie rzeczy są, w mojej opinii, decydujące. Reszta służy stresowaniu purystów albo zabawianiu entuzjastów.

A jest czym się zabawiać – pamiętam garnitur, jaki miał na sobie Alex z Monokel Berlin podczas Pitti 92. Uszyty z granatowej czesankowej wełny w prążek, normalnie byłby raczej formalny – konserwatywny garnitur biznesowy. Ale jego konstrukcja była zupełnie miękka, a do tego miał takie detale, jak nakładane kieszenie z patką na guzik. Było to celowe odwrócenie tego, czego spodziewałbyś się po tej tkanine – co zadziałało całkiem nieźle, i uznałbym ten garnitur za raczej nieformalny.

Ale jeśli szukasz rzeczy do noszenia, a niekoniecznie szpanowania na Pitti, nie martwiłbym się szczególnie takimi rzeczami. Potrzebujesz garnituru do noszenia w sytuacjach wymagających garnituru? Zdecyduj się na ciemną wełnę czesankową i być może nieco sztywniejszą konstrukcję. Jeśli zaś szukasz garnituru do rozkompletowania, albo noszenia czasem w całości, ale bez wyglądania zbyt sztywno, wybierz coś z matowej tkaniny o wyraźnej fakturze, może w jaśniejszym kolorze, z jakimś wzorem – i miękkimi ramionami.

A do tego wybierz takie kieszenie i klapy jak ci pasuje.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Milten App

    Podoba mi się idea implementacji elementów pochodzących z ubiorów formalnych, do tych bardziej casualowych. Sam posiadając możliwość zaprojektowania własnego garnituru, najprawdopodobniej przy nieformalnej tkaninie, do dwurzędowca wybrałbym cięte kieszenie bez patek, lub nakładane kieszenie do trzy częściowego garnituru. Patki pasują mi najlepiej do cięższych tkanin, oraz garniturów z biletówką, za to do marynarek dwurzędowych nie za bardzo, chyba że patki będą tak pięknie skrojone jak w Huntsman. Co do szlic, to w przypadku marynarek garniturowych, wydaje mi się że najbardziej formalnym rozwiązaniem będzie pozostawienie marynarki bez żadnych rozcięć z tyłu, a różnica w formalności między jednym szlicem, a dwoma jest według mnie bardzo subtelna i subiektywna, mi pojedynczy szlic kojarzy się z tym w surducie i żakiecie, więc postawiłbym go trochę wyżej w hierarchii formalności, niż rozwiązanie z dwoma szlicami.
    Sam traktuje garnitur wizytowy jako ubiór co najwyżej półformalny i chciałbym aby na formalne, uroczyste okazje powrócił zwyczaj noszenia żakietów i fraków, a może nawet surdutów, jakkolwiek nierealistyczny wydaje się ten pomysł.

    • SJ

      Zauważ, że frak i żakiet mają zupełnie inaczej skrojony tył i tam zrobienie dwóch szliców jest w zasadzie niewykonalne. Jeden szlic w marynarce garniturowej kojarzy mi się mniej formalnie, no i mniej mi się podoba ;]

      Poza tym, cóż, frak i żakiet są obecnie praktycznie niestosowane i realia są takie, że elegancki ubior oznacza w większości wypadków garnitur. Staram się trzymać tej rzeczywistości w tekście, niezależnie od tego, czy mi się ona podoba czy nie.

  • Kuba

    Kiedy kolejna „kłótnia” z Mikołajem w Gadce Szmatce? 😉
    Przy okazji przyłączam się do opinii, że krój nie ma większego znaczenia dla formalności stroju. Nawet jeśli marynarka krojem będzie odpowiadała wszystkim wymogom smokingu to uszyta z jasnej mieszanki lnu z bawełną w wyrazistego windowpane’a w drabinie formalności będzie na szarym końcu.
    Natomiast zgrzyt płynący z łączenia trzycięściowego garnituru z nakładanymi kieszeniami to wydaje mi się, że jest on wynikiem dwóch kwestii. Przede wszystkim chodzi przyzwyczajenie oczu. Nie widzi się zbyt często trzyczęściowych garniturów, które miałyby charakter nieformalny i nie widzi się zbyt często nakładanych kieszeni w garniturach formalnych (nawet biznesowych, nie mówiąc o wizytowych czy jeszcze bardziej formalnym ubraniu). Nic więc dziwnego, że połączenie nie pasuje osobie zwracającej na to uwagę.
    Druga kwestia, raczej mniej istotna, polega na tym, że uznanie kamizelki za podniesienie formalizmu i nakładanych kieszeni za jego obniżenie chyba znajduje swoje uzasadnienie. Kamizelka powoduje, że jest zwyczajnie więcej ubrania klasycznego, podczas gdy „luzu” dodaje raczej redukowanie tych elementów (dlatego analogicznie np. bez krawata będzie z natury rzeczy mniej formalnie niż z nim, choćby to był wełniany knit). Z kolei nakładanie kieszenie są mniej dyskretne od ciętych (zwłaszcza tych bez patek), są widoczne na dużej przestrzeni, a to odejmuje ubraniu prostoty, gładkości i w konsekwencji dostojności czy formalności (tu działa imo podobna zasada do tej „tkaninowej”, tj. gładka tkanina vs tkanina w widoczny wzór).
    Dla porównania rodzaj klap to już kwestia praktycznie czysto symboliczna i historyczna, że klapy w szpic pochodzą od fraka i w związku z tym mają symbolizować formalność. W związku z tym łatwiej jest nie czuć się tym w ogóle związanym i stąd na dużo większą skalę spotyka się typowo casualowe marynarki z ostrymi klapami i problem z tym obecnie mają chyba tylko najwięksi ortodoksi. 😉

    • SJ

      Z tą kamizelką trochę zgoda, bo się łapię na tym, że czasem nie wiem jak poskładać zestaw z nią bez sprawiania wrażenia zbyt formalnie ubranego – ale mam kilka zestawów z kamizelką i marynarką, które są raczej mocno nieformalne i chodzę w nich na codzień. Więc i te nakładane kieszenie się wtedy wpisują.

  • maciek lepton

    Ja się jednak nie zgadzam. Mieszanie elementów formalnych z nieformalnymi mi nie pasuje. Np. bardzo nie lubię, jak w operze widzę wieczorową marynarkę ale z jednym rozcięciem: zupełnie, jakby ktoś dopiero co zeskoczył z konia i pobiegł do foyer;)
    To moja kwestia gustu, z którą trudno dyskutować. Pan jako trendsetter jest zwolniony z wszelkich zasad:)

    • SJ

      A mnie to nie razi; zdecydowanie bardziej bolą mnie dziwne materiały, proporcje i dodane na siłę ekstrawaganckie ozdobniki. Jeśli to wszystko się mieści w ogólnie przyjętej klasyce, to się nie czepiam.

      Oczywiście są wyjątki – smoking to smoking i tu nie ma co kombinować, na przykład.

    • Przemysław

      Jeżeli największym problemem w stroju gości operowych są rozcięcia w marynarce to, coż, zazdroszczę:)