Używamy ubrań do komunikacji. Problem polega na tym, że nie mamy pojęcia o czym mówimy.

Spora część komunikacji między ludźmi odbywa się niewerbalnie. Łapie się w tę kategorię naprawdę mnóstwo rzeczy: od tonu głosu i wyrazu twarzy, po to jak się, ogólnie mówiąc, prezentujemy. Ubrania też są tej komunikacji elementem.

Wiele już na ten temat napisano: tak o kulturowym kodzie ubioru, jak i o sposobach na wykorzystanie go do efektywnego osiągania zamierzonych celów. Ja jednak nieszczególnie ufam ludziom z tej drugiej grupy. Nigdy nie czułem się przekonany ideą, że granat uczyni mnie bardziej godnym zaufania, a sposób wiązania krawata powie coś o mojej osobowości. Ten język ubrań jest frustrująco nieprezycyjny i jedna rzecz ma zbyt wiele znaczeń dla różnych ludzi, by takie ogólne twierdzenia były zasadne. W dziewięciu przypadkach na dziesięć fakt, że pod szyją masz windsora znaczy tylko tyle, że to jedyny węzeł krawata, jakiego nauczył cię ojciec.

Co twoje ubrania mogą o tobie powiedzieć, to pozycja w hierarchii społecznej. Ale i to staje się coraz bardziej rozmyte: dress code’y się rozluźniają i fakt, że nosisz ładne garnitury z wysokiej jakości tkanin niekoniecznie ma jakikolwiek związek z twoją pozycją zawodową czy społeczną. Możesz być po prostu entuzjastą ładnych ubrań, jeździć do i z pracy tramwajem i wyglądać lepiej od kogoś, kto twoją roczną pensję zarabia w tydzień. W internecie zaś da się wygrzebać takie dające do myślenia perełki: „Faceci w garniturach wyglądają na tych, co odnieśli w życiu sukces, dopóki nie zorientujesz się, że pracują dla facetów w t-shirtach i jeansach”.

Nie znaczy to, że ubranie nie jest w stanie przekazywać żadnej treści. Różne kultury przypisują istotność i symboliczne znaczenie różnym rzeczom, także tym, które nosimy na sobie. I nie uważam, że należy to ignorować; znajomość tych kodów kulturowych pozwala pokazać, że umiesz dopasować się do grupy i rozumiesz, że nie wszystko zawsze kręci się wokół ciebie; okazać szacunek innym ludziom. Dlatego na pogrzeb założysz raczej ciemny garnitur i krawat niż t-shirt z (wątpliwie) śmiesznym napisem. Dlatego na rozmowę o pracę w banku czy korporacji też wbijesz się w garnitur – a w agencji kreatywnej czy firmie IT założysz rzeczy odpowiednio luźniejsze.

Ignorowanie tego kulturowego kontekstu prowadzi czasem do małych medialnych katastrof, jak ostatnia burza o militarną koszulę Reserved. Sposób jej prezentacji w zestawie na stronie internetowej wzbudził trochę zastrzeżeń: ogolony na zero model w beżowej militarnej koszuli, czarnych spodniach i ciężkich błyszczących butach wzbudził skojarzenia z umundurowaniem SA. Niektórzy twierdzili, że reakcja na całe to oburzenie – wycofanie produktu ze sprzedaży – była przesadzona, wszak azjatycki tygrys i amerykański szewron naszyte na koszule nie mieszczą się w nazistowskiej symbolice. Jak wspomniałem jednak: to nie jest precyzyjny język. Dlatego porozumiewanie się w nim wymaga szczególnej rozwagi.

Weźmy coś z klasycznego męskomodowego podwórka: garnitur w prążek. Znany także jako „power suit”, bo przekazywać ma obraz pewności siebie i siły, jest nierozerwalnie związany z latami osiemdziesiątymi i Wall Street. I doskonale rozumiem, że ktoś może traktować go jako atrybut człowieka sukcesu, który wie co robi. I rozumiem, jak ktoś inny może uznać go za sposób na wyłowienie z tłumu narcyzów i egoistów; takich Particków Batemanów.

Mnie w ubraniach kręci przede wszystkim estetyka. Prosta przyjemność noszenia dobrze skrojonego ubrania zrobionego z dobrej tkaniny. Doceniam też rzemiosło. Za to próba budowania wizerunku przy pomocy ubrań i przekazania ludziom informacji o sobie w ten sposób jest trudna, bo to zdradliwa ścieżka – i nie da się tego zrobić nie narażając się czasem na niezrozumienie. Dlatego lepiej, żeby ubrania były na drugim, nie pierwszym miejscu. One są dla ciebie – nie odwrotnie.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie