Nie zastanawiasz się czasem, myśląc o swoich garniturach i poszetkach, „Po co to wszystko”?

Albo z drugiej strony: czy zapytano cię kiedykolwiek dlaczego nosisz marynarki i krawaty, skoro prawie nikt dookoła tego nie robi? Zakładam przy tym, że nie jest to strój, który jest od ciebie wymagany, tak jak nie jest on wymagany ode mnie. Że to twój własny wybór.

Istnieje kilka możliwych odpowiedzi na to pytanie; każda z nich będzie prawdziwa dla kogoś innego.

Na przykład: możesz być tradycjonalistą, dla którego ubiór jest elementem szerszego zbioru reguł. Mężczyzna ma nosić marynarkę i krawat, bo to odpowiedni strój dla mężczyzny; jeśli tego nie robi, łamie zasady prawidłowego zachowania. Przypuszczam, że niewiele osób ma do tego tak bezkompromisowe podejście, ale ślady takiego myślenia pojawiają się czasem w rozmowach. I nawet jeśli wydaje się, że to podejście jest anachroniczne, czy wręcz nieco śmieszne – cóż, jest to przynajmniej jakaś odpowiedź na pytanie powyżej.

Słyszałem też niejednokrotnie, że elegancki ubiór jest formą okazywania szacunku innym; zobowiązują do tego po prostu dobre maniery. O ile na pierwszy rzut oka zdaje się to mieć sens, to nieco go traci, gdy przyjrzeć się dokładniej. Umówmy się – do spełnienia tych warunków wystarczy nosić rzeczy schludne, czyste i niezbyt krzykliwe; jakaś koszula i jakiś garnitur zwykle wystarczą. Jeśli poświęcasz mnóstwo uwagi wysokości kozerki, kształtowi kieszeni czy ręcznie obszytym dziurkom guzikowym, robisz to jednak dla siebie raczej niż dla innych. Głównie ty w ogóle to zauważysz.

Możesz też przyjąć postawę odwrotną i używać stroju, by zakomunikować, że zwyczajnie wiedzie ci się lepiej, niż innym. Świetnie, nie mam zamiaru ci przeszkadzać.

Ja, zapytany, zwykłem odpowiadać, że w bluzie wyglądam na maksymalnie szesnaście lat, więc ten krawat i marynarka pomagają mi wyglądać na tyle, ile rzeczywiście mam; to z kolei eliminuje niezręczne sytuacje przy kupowaniu piwa. Najbliżej też chyba temu do argumentu, że strój pomaga budować poważny i profesjonalny wizerunek; że dzięki niemu wyglądasz na godnego zaufania i kompetentnego. Ale w rzeczywistości ubranie stanowi zaledwie jeden z wielu – i to wcale nie najważniejszy – czynnik. Samą pewnością siebie jesteś w stanie osiągnąć na tym polu lepsze efekty. Ja zaś znam zbyt wiele piekielnie inteligentnych i fantastycznie kompetentnych osób w potarganych dżinsach, żeby się tym w ogóle przejmować.

Prawdziwy powód moich sartorialnych zainteresowań to fakt, że to po prostu… fajna zabawa.

Wiem, nie jest to szczególnie dobre usprawiedliwienie. Jest dość egoistyczne i niewiele w nim głębi. Z drugiej strony, chodzi o noszenie ciuchów – jak wielkiej głębi rzeczywiście się spodziewasz?

To hobby, albo pasja, może się manifestować na przykład w pogoni za wiedzą w temacie – jak te ładne ciuchy są robione; zainteresowaniem procesem produkcyjnym i pracą rzemieślników. Może stanowić fascynację ludzką kreatywnością i umiejętnością tworzenia rzeczy z niczego. I to pięknych rzeczy, bo aspekt estetyczny jest tu nie do przecenienia. Ale ostatecznie jednak, zająłem się tym bo sprawia mi to przyjemność.

I nie sądzę, żebym potrzebował lepszego wytłumaczenia.