Przez ostatnie kilka tygodni temperatury w Krakowie przekraczały czasem 36 stopni. Dla mnie to dużo za dużo.

Mam świadomość, że nie każdy odczuwa temperaturę tak samo. Widziałem zdjęcia z ostatniego Pitti, a na nich ludzi ubranych w trzyczęściowe garnitury, jakby zupełnie nie było tam czterdziestostopniowego upału. Obawiam się jednak, że ja takie zabawy mógłbym przypłacić życiem. Wszystko powyżej 25 stopni to dla mnie dyskomfort, powyżej 30 – ból, a podczas najgorętszych dni tego lata starałem się po prostu nie ruszać za dużo z mieszkania. Albo po prostu się nie ruszać.

Kiedy jednak zmuszony byłem wyjść z domu – na przykład do pracy – miałem na sobie coś w tym stylu:

Bez marynarki. Jest w sieci kilka poradników o tym, jak znaleźć idelną marynarkę na lato. Mówią o lekkich, przewiewnych tkaninach o otwartym splocie, braku podszewki i minimalnym wypełnieniu, o jasnych kolorach. Skoro takie ubrania istnieją, marynarkę można – i należy – nosić nawet w największym upale!

Nie. Proszę, idźcie sobie z tymi dobrymi radami i zostawcie mnie i moje gotujące się ciało w spokoju.

Jasne, oczywiście, że dramatyzuję. Ale trochę dość mam tego udawania, że kolejna warstwa ubrania nie robi szczególnej różnicy – robi, przynajmniej mnie. I najgorętsze dni lata to okres, kiedy daję sobie spokój – mój komfort ma jednak wyższy priorytet.

Jeśli pracujesz w biurze, którego dress-code wymaga od ciebie marynarki i krawata, cóż, niestety nie pomogę ci za bardzo. Mam tylko nadzieję, że przynajmniej masz tam klimatyzację.

Koszula

W moim przypadku, lniana koszula spisuje się najlepiej. Nie może być skrojona zbyt blisko ciała, powietrze musi mieć miejsce, by cyrkulować. Len jest dobry, bo rzadko spotkasz gęsto tkane i nieprzewiewne lny koszulowe.

Alternatywą, która także mnie zadowala, jest popover z bawełnianej piki. Ta tkanina jest lekka i przewiewna.

Popelina, oxford, a nawet delikatny royal oxford nie dają sobie rady tak dobrze. Próbowałem, odczułem różnicę na własnej skórze. Koszula z lnu albo piki sprawdza się nawet lepiej niż bawełniany t-shirt. Długi rękaw lepiej chroni od słońca (a w razie czego można go podwinąć), odpięcie dwóch górnych guzików usprawnia przepływ powietrza. I raz jeszcze, bo to zdecydowanie najważniejsza rzecz: tkanina naprawdę powoduje, że czujesz się mniej lepko i okropnie.

Spodnie

Nie lubię szortów, źle się w nich czuję. I jednak nadal ubieram się do miasta, więc mam poczucie, że taki zestaw jak ten zaprezentowany jest dość odpowiedni. Standardy są tym niższe, im wyższa temperatura, ale całkiem nie znikają.

Lniane spodnie dają sobie radę najlepiej. Otwarty splot naprawdę pozwala mi poczuć każdy podmuch wiatru. W przypadku spodni bardziej nawet niż koszuli, len sprawdza się lepiej niż bawełna. Spodniowa bawełna to przeważnie ciasno tkany twill, który nie jest zbyt przewiewny, nawet przy niższej gramaturze tkaniny.

Za to podobnie jak w przypadku koszuli, spodnie powinny mieć trochę miejsca w nogawce na cyrkulację powietrza.

Buty

Noszę ostatnio głównie loafersy z niewidocznymi skarpetkami. Niektórych może razić widok gołych kostek, ale pozbycie się wysokich skarpet chociaż odrobinę zwiększa komfort podczas gorącego dnia.

Pisałem o butach na lato już wcześniej, więc przypomnę tylko pokrótce: oprócz loafersów dobrą opcją są mokasyny (np. driving mocs) albo, może trochę zaskakująco, zamszowe chukka bez podszewki. Prawdopodobnie dobrze sprawdzą się też płócienne espadryle, natomiast sam ich jeszcze nie spróbowałem. Podeszwa z obcasem jest dla mnie po prostu wygodniejsza niż płaska, więc niechętnie z niej rezygnuję.

Kapelusz

Również wspominałem o nim w tekście zalinkowanym powyżej. Panama jest stylistycznie chyba najłatwiejszym z kapeluszy do połączenia z innymi ciuchami. Ale nie sposób zapomnieć o jej praktycznych zastosowaniach: ochrania od słońca twarz, uszy i kark. Tym bardziej polecam model z szerszym rondem, który rzeczywiście tę funkcję spełnia.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie