Udało mi się niczego nie kupić podczas wyprzedaży w ostatni piątek, zwany Black Friday. I chyba dobrze na tym wyszedłem.

Black Friday, dzień wyprzedaży w wielu sklepach, za nami. Jutro możemy spodziewać się jeszcze kilku ciekawych ofert z okazji Cyber Monday. Nie twierdzę, że kupowanie rzeczy na wyprzedażach jest złe – ale kupowanie czegoś tylko dlatego, że jest przecenione może nie być najlepszym pomysłem.

Sam ciągle z tym walczę. Mam milion pomysłów na ciuchy czy buty, i ciągle brakuje mi pewnych podstawowych, dobrych jakościowo rzeczy, które wydają mi się potrzebne. Staram się jednak podejść do tematu nieco inaczej, i skupić się na mniejszej liczbie ciuchów, które gromadzę sobie cierpliwie.

Nie tak dawno przy okazji każdej niemal sezonowej wyprzedaży kupowałem całkiem sporo. Często nie były to rzeczy najlepszej jakości, ale podobały mi się niektóre rozwiązania stylistyczne, albo uznałem że są to ciuchy na tyle niedrogie, że mogę sobie na nie pozwolić bez nadwerężania budżetu. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest szczególnie dobra motywacja do zakupów. Mam w efekcie wieszak pełen koszul, z których regularnie noszę sześć czy siedem.

Od kilku lat staram się raczej wymieniać rzeczy, które mam, niż poszerzać swoją kolekcję. Nie potrzebuję więcej ubrań – za to niezłym pomysłem są lepsze ubrania. Część rzeczy, których nie noszę, sprzedałem, inne oddałem na zbiórki odzieży; niebawem będę musiał znaleźć chwilę, żeby przegrzebać się przez moją szafę raz jeszcze i zrobić w niej trochę miejsca.

Za to stworzyłem sobie listę zakupową. Zawiera rzeczy, których mi brakuje i które pasują do tych, które już mam. Obok każdej pozycji jest też szacunkowy koszt, który pozwala mi sobie to wszystko jakoś zaplanować. I nie spieszę się z odhaczaniem kolejnych punktów – w końcu nie muszę mieć tego wszystkiego już teraz.

Więc kiedy kupuję coś lub zamawiam, staram się wybierać jedynie rzeczy, które już wcześniej miałem w planach. Ta metoda nie jest oczywiście niezawodna – mam dwie denimowe koszule, z których żadna mi tak naprawdę nie odpowiada. Ale pomaga mi to oprzeć się pokusie kupienia czegoś ładnego – ale niezaplanowanego – na wyprzedażach.

Wracając do tego, co napisałem wcześniej – kupowanie na wyprzedaży nie jest złe. Często nawet ma więcej sensu, niż zakupy w pełnej cenie. Tyczy się to zwłaszcza dużych, międzynarodowych brandów, regularnie sprzedających rzeczy o cenie obniżonej o 50 czy 70%, ciągle na tym zarabiając. Pozwala to mieć wyobrażenie, jak dużo (lub mało) rzeczywiście wydano na wykonanie takiego ubrania, na tkaninę i pracę. Ale takie właśnie oferty są obliczone na to, żeby skłonić nas do impulsywnych zakupów. Ten tekst w The Atlantic pokazuje to całkiem fajnie, w konkluzjach podsuwając taką perełkę: nie wiemy, ile cokolwiek jest tak naprawdę warte. Sprzedawcy to wiedzą i wykorzystują.

To powoduje, że tym bardziej doceniam firmy takie jak jeden ze sponsorów bloga w tym miesiącu, Sartolane. Ich polityka wyprzedażowa polega na braku wyprzedaży – zamiast tego oferują spójną i uczciwą cenę za produkt wysokiej jakości, a kupując u nich nie będziesz pluł sobie w brodę, gdy koło Świąt cena spadnie o połowę. Bo nie spadnie.

Nie martw się więc, jeśli przeoczyłeś w ten weekend jakąś fantastyczną okazję. Niewiele tracisz.

Zdjęcie w nagłówku wpisu pochodzi z bloga Blue Loafers, prowadzonego przez Mikołaja Pawełczaka. Tak się składa, że zarówno denimowa koszula, jak i marynarka w kratkę gun club są na mojej liście zakupów.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Bardzo rozsadne podejscie, oczywiscie sie z nim zgadzam i na dodatek w ostatnich postach w Insta story dzielilem sie podobnym przemysleniem.
    Lista zakupowa to jest super rzecz, bo naprawde sklania nas do przemyslenia kazdego zakupu. W koncu jesli cos sie na niej nie znajduje to ja zawsze czuje sie winny i nie moge (niemal) zatwierdzic takiego zakupu.
    Swoja droga zrobilem nawet post o liscie zakupowej ktora przygotowalem wczesniej w tym roku. Moze Szymon mnie tu nie zbanuje jesli podziele sie linkiem, jak ona moze wygladac i co zawiera 🙂
    link: http://blueloafers.com/style-guide/buying-list-for-2017/

    W styczniu zrobie podsumowanie i zobaczymy jak mi poszlo z egzekucja 😉

    • Janek

      Moje top 5 na chwilę obecną to lotniki bespoke, ew. Vass
      Casualowe buty do tiszertu i dżinsów zamiast poprzednich
      Kurtka skórzana
      Porządne chino, pewnie Luxire
      Panama na lato

      W sumie poza punktem 1 wszystko raczej potrzebne niż zachcianka 😀

  • Maksymilian Łakomy

    Ciężko się nie zgodzić.
    W wesołym okresie pierwszego poszukiwania, czy może wyrabiania sobie własnego stylu, swoisty ból powyprzedażowy był chyba najbardziej dotkliwy. Najpierw kupisz prawie wszystko, co akurat wpadło ci do oka, bo przecież tak super wyglądało, na dodatek jeszcze zostało przecenione!
    A następnego dnia ze zgrozą patrzysz na tę stertę ubrań, z którą niekoniecznie wiesz co w ogóle począć, bo jednak nie są takie fajne. Nie wspominając już o żalu, który wynika z średnio udanego zużycia pieniędzy. Mroczne to były czasy.

  • Kuba Stępień

    Fajne podejście i od 2 sezonów również praktykuję listy zakupowe. W miniony weekend udało mi się odhaczyć jeden punkt w pomniejszonej o 30% cenie, więc sukces. Wracając do tematu, strasznie męczące jest to, o czym piszesz, że można długo na coś zbierać i pluć sobie w brodę jak z okazji urodzin, świąt czy imienin cioci założyciela sklepu ceny spadają. Bardzo cenię sobię marki, które się w to nie bawią, a niestey na palcach można policzyć takowe na naszym rynku 🙁

  • Dariusz

    Me too! 😉 Nie dałem się wciągnąć.
    Dziękuję za sformułowanie moich myśli. Artykuł pozwala mi odrzucić wyrzuty sumienia, że kolejny raz nie zakupiłem rzeczy, które mi nie są potrzebne.

  • Przemysław

    Zmagając się z powyprzedażowym kacem pamiętajmy o dwóch rzeczach: jeśli daliśmy się ponieść emocjom i kupiliśmy coś czego nie chcemy, sprawdźmy czy można to oddać – sklepy często to umożliwiają (te internetowe – są do tego przymuszone prawem). Jeśli zaś chcieliśmy coś kupić w okazyjnej cenie a tego nie uczyniliśmy, nie dalej jak za miesiąc zaczną się kolejne wyprzedaże, tak więc nic straconego!

    A lista zakupów to świetny pomysł, który zmienia układ sił podczas wyprzedaży – z listą zakupów to my rozdajemy karty.