Długie wieczory w domu i trochę śniegu, a do tego zbliżający się koniec roku, no i jestem w nastroju melancholijno-refleksyjnym. Mam więc nadzieję, że wytrzymacie ze mną przez ten dość osobisty tekst.

Nie przygotowałem niczego, czego można się spodziewać po menswearowym blogu w okolicach Świąt. W mojej rodzinie istnieje zwyczaj dawania sobie w prezencie książek, toteż nie ma żadnego przewodnika prezentowego – zupełnie nie interesują mnie takie rzeczy. Podobnie sprawa się ma z rozpoczynającymi się zimowymi wyprzedażami – mam swoją listę zakupów i kilka zamówień w realizacji i niezbyt zwracam uwagę na to, co akurat jest przecenione.

I wydaje mi się, że jestem trochę usprawiedliwiony w takim postępowaniu – w końcu ludzie czytają blogi obok (albo zamiast) bardziej tradycyjnych mediów między innymi ze względu na to osobiste podejście i autentyczność. Piszę sobie więc rzeczy, które mnie interesują, w sposób, który mi odpowiada – a wy czytacie to już od jakichś dwóch lat. A niektórzy z was nawet dłużej, bo część mogła śledzić jeszcze mojego poprzedniego bloga.

Kiedy zaczniesz blogować, a potem zdobędziesz czytelników; kiedy ludzie zaczną zadawać ci pytania i traktować twoje odpowiedzi serio; kiedy w końcu zaczną odzywać się marki oferując rzeczy albo pieniądze w zamian za zdjęcia na blogu albo instagramie – bardzo przyjemnie gładzi to ego. Łatwo się w tym zgubić i uwierzyć, że jest się większym ekspertem, niż się jest.

Wiele się uczę pisząc All Tied Up. Miałem szansę rozmawiać z ludźmi, którzy są naprawdę dobrzy w tym co robią – czy to krawiectwo, szewstwo, czy kaletnictwo – i których wiedza w tych dziedzinach dalece przekracza moją. To spowodowało, że dostrzegłem, jak niewielką w sumie wartość ma blogowanie samo w sobie. Bariera wejścia jest bardzo niska, każdy może zacząć pisać i publikować w sieci. I jest całe mnóstwo dostępnych od ręki treści, które zapewnią ci tematów na pierwsze kilkanaście wpisów. Jak ma leżeć marynarka, jaka jest różnica w formalności między oxfordami a brogsami, czemu buty Goodyear Welted są takie dobrze, albo dlaczego Four-in-Hand to jedyny węzeł krawata jakiego będziesz w życiu potrzebował.

Większość z tych informacji pochodzi z innych blogów i bardzo trudno prześledzić ich drogę od oryginalnego źródła, sprawdzając ich dokładność. Bardzo dużo krąży zatem wiedzy cokolwiek wątpliwej, oraz opinii udających prawdę objawioną. Wielu i tak to przeczyta – nie ze względu na jakieś intelektualne lenistwo, ale po prostu dlatego, że uznają, że facet na tyle pasjonujący się ciuchami, żeby pisać o tym publicznie pewnie wie co robi.

Sam jestem tego winny – zwłaszcza na moim pierwszym blogu, który pisałem od grudnia 2012, zaczynałem więc pięć lat temu. Nie wiedziałem za dużo, byłem też nieświadomy swojej ignorancji – słowem, byłem książkowym przykładem efektu Krugera-Dunninga. Bycie autorem bloga może go jeszcze wzmocnić, bo ustawia cię w niesymetrycznej relacji z czytelnikami. To ty jesteś twórcą, a oni konsumują twoje treści. Komentarze czy e-maile pozwalają na komunikację, ale jest ona z zasady skrzywiona na twoją korzyść.

Przez cały ten czas zdążyłem zmienić zdanie na kilka tematów; staram się nie oceniać tak krytycznie innych w kwestiach stylu, albo tego co jest poprawne, a co nie. Wzrosła we mnie świadomość tego, jak wielu rzeczy nie wiem i staram się słuchać tych, którzy wiedzą więcej. Próbuję pisać lepsze rzeczy i pisać je lepiej; być otwartym na możliwość, że się mylę. Inaczej ciężko tworzyć przyzwoitej jakości treści, a jeśli przynajmniej się nie starasz, to jaki to ma sens?

Mam świadomość tego, jakim próżnym zajęciem jest pisanie bloga. Po tym całym słuchaniu i uczeniu się nowych rzeczy i tak dalej i tak siadam do komputera i piszę tekst, który opublikuję na platformie, która istnieje tylko po to, żeby wyrażać moje zainteresowania. Ale chciałbym wierzyć, że pozwala się to wam – moim czytelnikom – wybrać ze mną w podróż. I że to co robię jest pomocne, w jakimś stopniu rozwijające i ciekawe. To prawdopodobnie jedyna istotna rzecz w blogowaniu – więc dziękuję za waszą obecność.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie