Ja się tylko ładnie ubieram.

Bardzo rozpowszechnione wydaje mi się utożsamianie mężczyzny w garniturze z gentlemanem. Problemy z tym są dwa. Pierwszy to cała masa założeń dotyczących tego, co to w ogóle znaczy być gentlemanem. Drugi, to fakt, że te założenia potrafią być niesamowicie różnorodne w zależności od tego kogo spytać. Stąd zdarzają się ludzie – czasami w komentarzach na tym blogu – zdziwieni językiem jakiego używam, poglądami jakie wyznaję, albo tym, że zamiast stać prosto, garbię się jakoś tak w sposób zupełnie nieprzystojący gentlemanowi.

Ludzie mają sporo oczekiwań dotyczących tego, jaki powinien być facet, który ubiera się w eleganckie ciuchy.

Jako z natury jednak trochę kontestator czuję się wręcz w obowiązku te oczekiwania czasem rozwiewać. Ale nie tylko o to chodzi: nie lubię określać się mianem gentlemana, tak jak nie lubię określać się mianem dandysa. A zdecydowanie protestuję, gdy mi przyklejać taką etykietkę tylko ze względu na moje ubrania.

Bo nieszczególnie cenię sobie te wszystkie konwenanse, tradycyjne zasady i role, które gdzieś wiążą się z tym pojęciem. Doceniam czasem ich przydatność, ale nie stanowią one dla mnie rzeczy priorytetowej. A w kontaktach z innymi ludźmi wolę raczej zdać się na empatię, niż zachowywać się w sposób uznawany za poprawny. Czasem efekt jest i tak ten sam. Ale są sytuacje, w których różnica jest uderzająca.

Fakt, że słowo gentleman ma bardzo rozmyte znaczenie nie pomaga. Ludzie nie tylko myślą sobie różne rzeczy, kiedy je słyszą; zostało ono też przemielone i obładowane kolejnymi warstwami skojarzeń przez marketing i reklamy, w których bycie gentlemanem sprowadza się jednak do, cóż, posiadania dużej ilości pieniędzy. To jeszcze bardziej próżne i płytkie niż noszenie ładnych ciuchów tylko dlatego, że są ładne (i blogowanie o tym).

Jeśli sam czujesz się gentlemanem, świetnie – nie zamierzam ci tego zabierać. Ale ja dalej będę klął i się garbił.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie

  • Janek

    I bardzo kurwa dobrze 😀

    • adam

      Mama nie nadąża z gotowaniem bigosu.

  • Konrad Regiec

    Naprawdę komukolwiek to przeszkadzało? o.O

    • SJ

      Też byłem zdziwiony

  • Teodor

    Łukasz Kielban z blogu „Czas Gentlemanów” próbował na nowo zdefiniować pojęcie gentleman i dopasować je do naszych czasów. Wyszło mu to dość zgrabnie i w sumie pan chyba by się wpisał w nową definicję, bo właśnie kultura i empatia ma cechować dzisiejszego gentlemana. Ale nie oszukujmy się, ślusarz raczej nie ma szans zostać uznanym za gentlemana, szczególnie przez towarzystwo z ciuszkowych blogasków, bez hajsu i prestiżowego zawodu się nie obejdzie. Osobiście uważam, że określenie to powinno już zostać odesłane do lamusa. Niestety dzisiejszy gentleman kojarzy mi się z pretensjonalnym aspirującym, a ten sprzed wieku z dupkiem, któremu wydaje się, że jest lepszy z racji urodzenia, chce się pojedynkować, bo ktoś uraził jego honor, ale regulowane rachunków już taką sprawą honorową nie jest.

  • Rob

    Jest coś niewymownie płytkiego w kreowaniu się na dżentelmena tylko w oparciu o ciuszki. Nie chcę wskazywać paluchem, ale paru się znajdzie w modowej blogosferze, którzy usiłują iść w tym kierunku. Bardzo uczciwy tekst, szacuneczek.