To czasem rodzi pewne problemy.

Blogi przeszły długą drogę od bycia prostymi internetowymi pamiętnikami, do tego czym są teraz – często opiniotwórczym, profesjonalnie wyglądającym medium. Problem polega na tym, że w odróżnieniu od tradycyjnego dziennikarstwa, brak tu pewnych standardów, które wyewoluowały przez dekady, a które pozwalają na przykład na łatwe odróżnienie prawdziwej treści od reklam. Pojawienie się darmowych mediów internetowych wpłynęło też na te tradycyjne i widać, że te standardy mocno się chwieją – w magazynach poświęconych modzie publikuje się advertoriale, a treści nieoznaczone jako reklamy często niewiele mają wspólnego z jakimkolwiek obiektywnym dziennikarstwem.

Ale o ile w przypadku tradycyjnego dziennikarstwa jest to w zasadzie naginanie lub łamanie istniejących reguł, w przypadku blogów ciężko nawet mówić o takich reguł występowaniu. Chciałbym wierzyć, że blogerzy, którzy ukrywają przed czytelnikami, co jest ich opinią, a za napisanie czego im zapłacono, szybko stracą zaufanie swojej publiczności, a co za tym idzie – samą publiczność. Niestety moje obserwacje prowadzą mnie do wniosku, że to nie zawsze tak działa.

Jak możecie wiedzieć, ten blog posiada politykę reklamową, której się trzymam. Marka może wykupić banner i miejsce w comiesięcznym wpisie sponsorskim. Często posiadam produkty tych marek – staram się wybierać reklamodawców, których produkt cenię i uważam, że jest dobrej jakości. Jednak to, czy produkt pojawi się na blogu poza tym comiesięcznym wpisem nigdy nie jest częścią umowy. Jeśli widzicie rzeczy marek, które się u mnie reklamują, w sesjach na blogu, to tylko dlatego, że po prostu je noszę lub ich używam.

Recenzuję także rzeczy wykonane na zamówienie – made to measure albo bespoke – a warunki takiej recenzji są ustalane indywidualnie. Przeważnie oznacza to obniżoną cenę, ale czasem otrzymuję ofertę wykonania czegoś bezpłatnie. Tak czy inaczej – informacja o tych warunkach znajduje się w recenzji. Chcę wypróbowywać nowe rzeczy, usługi i rzemieślników, ale jest to zawsze obarczone pewnym ryzykiem; to jest dla mnie forma jego ograniczenia.

To wszystko można przeczytać na stronie z polityką reklamową bloga, a jeśli otrzymuję propozycje wykraczające poza te ramy, zawsze je odrzucam. To zdarza się często – prawie nikt nie czyta tych warunków, więc ciągle dostaję pytania o wpisy sponsorowane, promocję na instagramie i tak dalej.

Nie twierdzę, że tego typu działania reklamowe są złe same w sobie; sponsorowany tekst nadal może być wartościowy i ciekawy. Problem zaczyna się, gdy brakuje informacji o tym, co jest, a co nie jest opłacone przez markę.

Mikołaj na blogu Blue Loafers napisał dobry tekst na ten temat niecały rok temu. I zgadzam się z nim – bardzo istotne jest, żeby treści sponsorowane były jasno oznaczone, w sposób zrozumiały dla czytelnika. To jest wpis sponsorowany to dobra formułka – mówi, że autor dostał od marki wynagrodzenie, czy to pieniężne, czy rzeczowe, za jego napisanie. Z kolei Wpis powstał przy współpracy z marką XYZ może znaczyć cokolwiek – nie znaczy więc tak naprawdę nic.

Lepiej – czyli bardziej uczciwie – jest napisać więcej niż mniej, więc cieszę się, że niektórzy blogery umieszczają bardziej szczegółowe opisy, na przykład Sesja zawiera lokowanie produktu marki XYZ, albo opisują szczegóły współpracy w jednym czy dwóch zdaniach. To pozwala czytelnikowi samodzielnie wyrobić sobie opinię o wiarygodności treści.

Nadal jednak wiele jest sytuacji, gdzie tej przejrzystości brakuje. Niektórzy z największych i najbardziej rozpoznawalnych blogerów piszących o modzie męskiej nie informuje, czy recenzowany produkt otrzymali nieodpłatnie, czy też za niego zapłacili. Może nie wpływa to na ich opinię o nim – ale jako czytelnik, chciałbym to wiedzieć.

Kolejna, dużo powszechniejsza rzecz, to używanie linków afiliacyjnych bez informowania o tym. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi: bloger umieszcza na stronie link do produktu lub sklepu. Jeśli czytelnik go kliknie, a następnie kupi coś w tym sklepie – bloger otrzymuje prowizję. Ponownie – nie jest to złe z zasady. Ja nie lubię programów afiliacyjnych, toteż nie znajdziecie takich linków na tym blogu – powodują, że bloger ma jak największą motywację, by czytelnik coś kupił, może więc przejaskrawiać zalety i niepełnie przedstawiać wady produktu; nie jest to oczywiście reguła i wszystko zależy od blogera. Tak czy inaczej jednak, jest to rzecz wymagająca jasnego oznaczenia – a często tego właśnie brakuje.

Wszystko to sprowadza się tak naprawdę do szacunku wobec ludzi, którzy czytają twój blog. Zaufania, że docenią twoją otwartość. Wiary, że na dłuższą metę lepiej jest informować twoją publiczność niż ukrywać przed nią rzeczy. I ja w to wierzę.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie