Nie jestem przekonany do nowej kampanii SuitSupply. Ale z innych powodów, niż mogłoby się wydawać.

Kampania SuitSupply na nadchodzący sezon, zatytułowana Find Your Perfect Fit, estetycznie prezentuje się nieźle. Nasycone kolory, tło w postaci stylowej śródziemnomorskiej willi z basenem. Eleganckie ubrania pozornie kłócą się nieco z okolicznościami, ale tylko pozornie – może ten mężczyzna wymknął się z przyjęcia, by odetchnąć chwilę nad wodą, o odcień tylko jaśniejszą o jego granatowego smokingu?

Nie zbliża się co prawda do kampanii Rocket Man, z fantastyczną geometrią w każdym ujęciu, albo tej z Rijksmuseum w Amsterdamie, w której za tło robią obrazy Rembrandta i Vermeera – ich głębokie kolory fantastycznie zestawione z odcieniami i teksturami ubrań.

Natomiast obecna kampania nie byłaby przedmiotem tak zażartych internetowych dyskusji, gdyby nie jeden szczegół: są w niej całujący się faceci. Wywołało to bardzo różne reakcje, od entuzjazmu, po oburzenie.

Jakkolwiek oburzenie to raczej mnie bawi, entuzjazmu raczej też nie jestem z siebie w stanie wykrzesać. Czemu? Otóż: oprócz kampanii dobrych i bardzo dobrych, SuitSupply w swojej historii popełniło też złe. Shameless z 2010 to bodaj najwyraźniejszy przykład, gdzie ogólny wydźwięk kampanii składającej się ze zdjęć facetów w garniturach zaglądających kobietom pod sukienki, trzymających je za szyję i tak dalej – jest mocno nieprzyjemny. Ale były też inne, z (pół)nagimi modelkami paradującymi wokół zadowolonych, zdecydowanie ubranych modeli – niezbyt subtelne i wysmakowane, kojarzące się raczej z reklamami firm budowlanych przy drogach, które chcą sprzedać swoje usługi pokazując na zdjęciu jakieś cycki. (Tamte kampanie, swoją drogą, nie wywołały takiej fali krytyki ze strony ludzi obecnie głośno narzekających na to, jak obecna kampania epatuje niepotrzebnie seksualnością).

Zmierzam do tego, że ludzie chwalący SuitSupply za postępowość i odwagę zdają się zapominać, że cały modus operandi ich marketingu to zróbmy coś kontrowersyjnego i patrzmy jak wzrasta rozpoznawalność marki.

Oczywiście, tak, to kampania reklamowa. Jej główny cel polega na tym, żeby zwracać uwagę. Ale można w odnoszeniu się do takich tematów być szczerym, a można być cynicznym i wyrachowanym. Obawiam się, że mam wątpliwości co do szczerości intencji SuitSupply.

Ale może to tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia – a to, co jest ważne dla społeczności LGBTQ to mainstreamowa reprezentacja. Duża marka bez wstydu pokazująca homoseksualistów w swoich reklamach może jest w stanie zdziałać coś dobrego. Chodzi mi jednak o to, że jeśli podejście marki w przyszłym roku zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni, w ogóle nie będę zdziwiony.

Na koniec – jeśli jesteś, drogi czytelniku, jednym z tych oburzonych opisywaną kampanią – nie wydaje mi się, żebym mógł twoje nastawienie szczególnie zmienić, nie będę więc marnował twojego czasu. Pamiętaj tylko, jeśli postanowisz zostawić komentarz: kulturalna dyskusja jest tu mile widziana. Bycie bucem – nie.

O autorze

Szymon Jeziorko

Nazywam się Szymon Jeziorko. Noszę krawaty i kompulsywnie o tym piszę. Więcej...

Bądź w kontakcie