Dość świeża wrocławska pracownia zaoferowała uszycie mi garnituru do recenzji. Ale w ich propozycji zainteresowało mnie coś innego.

Andell’s Atelier zaoferowało uszycie tego garnituru nieodpłatnie. Pracownia nie miała wpływu na finalny tekst recenzji, jej treść nie była przekazana do autoryzacji przed publikacją.

Tym co naprawdę mnie zaciekawiło, było to, jak właściciel pracowni sformułował propozycję. Pan Tomasz Andel napisał bowiem, że zainteresowani są niezależną opinią, która pozwoli im poprawić swój produkt. Nie szukali kogoś, kto w zamian za garnitur napisze pean na ich cześć, ale raczej spojrzy na produkt krytycznie i wskaże rzeczy, które wymagają pracy. Podoba mi się to podejście – jest szczere i uczciwe. Postaram się zatem, żeby ten tekst był właśnie taki.

Realizacja zamówienia trwała ponad rok. Nie jest to typowy czas realizacji w Andell’s Atelier – po prostu nie spieszyło mi się i uznałem, że nie ma najmniejszego problemu, żeby mój garnitur poleżał sobie trochę, podczas gdy pracownia zajmie się zamówieniami wymagającymi dotrzymania bliższych terminów. Piszę o tym jednak dlatego, że jako młoda pracownia, Andell’s cały czas pracuje nad swoim produktem i dość często zmienia pewne rozwiązania. Toteż kilka rzeczy widocznych w tym garniturze robi się już u nich inaczej.

Andell’s Atelier nie jest też typową męską pracownią krawiecką. Ich ambicją jest raczej stworzenie marki z wysokiej półki stawiającej na klasyczne techniki krawieckie i duży nakład ręcznej pracy. Prowadzą więc jednocześnie kilka projektów – w planach jest damska linia RTW, oferują także akcesoria takie jak poszetki z własnymi wzorami.

Pierwszy raz zawitałem do pracowni w kwietniu 2017 i odbyłem bardzo miłą rozmowę z panią Joanną, projektantką. Ustaliliśmy szczegóły zamówienia – marynarka bez podszewki na 2,5/3 guziki z miękkimi ramionami i ciętymi kieszeniami bez patek; spodnie z zakładkami, wysokim stanem i mankietami, oraz prosta kamizelka na pięć guzików. Wybrałem tkaninę z próbnika Tristar Scabala w jasnym szarym. Pomimo gramatury 300g, teoretycznie dość wysokiej jak na garnitur wiosenno-letni, wełniany materiał sprawia wrażenie bardzo lekkiego. Otwarty splot nadaje mu przewiewności; jest też zaskakująco sprężysty, co jest niewątpliwie wyzwaniem dla krawca, ale świetnie wpływa na komfort noszenia.

Pierwsza przymiarka

Marynarka na pierwszej przymiarce wyglądała na bardziej gotową, niż na tym samym etapie u wielu krawców. Obłożenie klap jest już przymocowane fastrygami, a podczas miary szpilkami dopięte zostały też rękawy. Ustaliliśmy położenie brustaszy i guzików. Klapy pracownia domyślnie kroi po lekkim łuku, z którego postanowiłem zrezygnować. Przyfastrygowana patka kieszeni bocznej też poszła w odstawkę.

Pobawiliśmy się też nieco obwodami spodni – okazuje się, że uszycie spodni zgodnie z moimi dość konkretnymi oczekiwaniami nie należy do najłatwiejszych zadań.

Druga przymiarka

Widać tu już kamizelkę; ustaliliśmy jej długość i otwarcie u góry. Chciałem też, by przody marynarki były bardziej zaokrąglone, a sama marynarka powinna się dołem otwierać szerzej. Nadal nie byłem też w pełni zadowolony ze spodni – wydawały mi się cały czas zbyt wąskie, nie leżały więc tak gładko jak bym chciał.

Ogólnie jednak sylwetka garnituru wydawała mi się całkiem niezła i nastawiony byłem optymistycznie.

Finał

Moja czwarta wizyta we Wrocławiu wypadła jakoś w maju tego roku, a garnitur był już w zasadzie gotowy. Jeszcze kilka drobnych poprawek – między innymi jeszcze nieznaczne poszerzenie nogawek spodni – zostało wprowadzonych na miejscu. Oto jak garnitur prezentuje się obecnie.

Dopasowanie i styl

Garnitur leży dobrze, nie ogranicza też ruchów. Kołnierz siedzi blisko szyi, jak powinien. W klatce marynarka skrojona jest nieco szerzej niż przywykłem, ale wygląda to nieźle – zwłaszcza dobrze komponuje się z nieco szerszymi niż zwykle ramionami.

Konstrukcja marynarki jest tradycyjna, to znaczy oprócz warstwy płótna jest jeszcze sztywniejsze wzmocnienie na piersi i warstwa flaneli. Nie jestem co do tego całkiem przekonany, zwłaszcza przy tak lekkiej, przewiewnej tkaninie – chyba wolałbym nieco oszczędniejsze wypełnienie.

Co jednak bardzo mi się podoba, to duży nacisk na ręczną pracę. Płócienna konstrukcja została skrojona, przygotowana i pikowana ręcznie. O ile mi wiadomo, w garniturze w ogóle nie użyto klejonki – nawet listwa brustaszy wzmocniona jest zamiast tego warstwą płótna.

Wydaje mi się, że wolałbym nieco inaczej skrojone przody. Obecnie – co widać zwłaszcza przy rozpiętej marynarce – wydają się mieć niemal prostą krawędź, która zakrzywia się dopiero poniżej dolnego guzika. Preferowałbym delikatną krzywiznę widoczną już od środkowego guzika, a co za tym idzie – większe otwarcie marynarki dołem. Podoba mi się za to wysoki roll klapy.

Oraz kilka innych rzeczy – proporcje wynikające z długości marynarki, umieszczenia guzika, wysokości kozerki, szerokości i długości rękawa są bardzo dobre.

Spodnie też leżą całkiem dobrze, z prostą, nieprzerwaną linią kantu. Na zdjęciu poniżej widać za to pewien problem z rozporkiem, który rozchodzi się nieładnie. I nadal (wiem, że powtarzam to z uporem godnym lepszej sprawy) nie narzekałbym na nieco więcej luzu przy przejściu od bioder do uda, zwłaszcza po prawej stronie – ale zwyczajnie brakło już tu materiału do wypuszczenia.

Wykończenie i detale

Bardzo dużo pracy włożono w wykończenie garnituru. Ręcznie obszyte dziurki wyglądają znakomicie, łącznie z fantastyczną mediolańską butonierką. Stebnowanie wzdłuż przodów marynarki i kamizelki wykonano grubą jedwabną nicią do obszywania dziurek, zamiast cieńszą i bardziej subtelną nicią, ale to już kwestia gustu. Tak czy inaczej zrobiono to starannie i z uwagą. Bardzo dobrze prezentuje się też marszczony przy wszyciu rękaw.

Cięta po łuku kieszonka piersiowa zrobiona jest w specyficzny sposób. Zwykle wykonuje się ją z jednego kawałka tkaniny, który złożony jest i zaprasowany wzdłuż górnego brzegu – tutaj są to dwa oddzielne kawałki materiału, co widać na zbliżeniu. W kolejnych zamówieniach uległo to już zmianie.

Kilka uwag: brzegi klap oraz kozerka mogłyby być zrobione nieco staranniej. Mam świadomość, że to produkt wykonany ręcznie i pewne niedoskonałości są nie tylko nieuniknione, ale do pewnego stopnia wręcz pożądane. Ale posiadam i widziałem trochę ręcznie wykonanych marynarek, w których brzegi klap są prostsze, a szew kozerki płynnie przechodzi w górny brzeg klapy, nie jest to więc nieosiągalne. Są niewielkie, ale zauważalne różnice między lewą i prawą klapą, zwłaszcza w okolicy kozerki i muszę przyznać, że mi to nieco przeszkadza.

Mam też problem ze spodniami – luźna część materiału podszewkowego poniżej wewnętrznej części pasa – po angielsku określana mianem curtain – ma tendencję do wysuwania się i pokazywania nad pasem spodni, co nie jest ani estetyczne, ani wygodne (materiał podszewkowy jest gładki i śliski, więc pozwala to spodniom zjechać w dół o jakiś centymetr).

Wnioski

Podoba mi się ten garnitur. Podoba mi się dopasowanie i to jak przyjemnie się go nosi; szalenie imponuje mi ilość włożonej w niego ręcznej pracy i to ile uwagi poświęcono drobnym szczegółom podczas jego szycia. I oczywiście, gdybym mógł zmienić w nim kilka rzeczy, zrobiłbym to – ale to w gruncie rzeczy niewielkie problemy, które nie przysłaniają całości obrazu. I pewien też jestem, że pracownia z czasem je wyeliminuje.

Świetną rzeczą jest też to, że pracownia stara się utrzymywać kontakt ze swoimi klientami i wychodzi z inicjatywą wprowadzenia poprawek już po odbiorze – bo dość oczywiste jest, że nie wszystko da się uchwycić na trzech kilkudziesięciominutowych przymiarkach.

Cieszę się, gdy widzę że pracownie takie jak Andell’s pojawiają się w Polsce. Bardzo szanuję ich ambitne podejście i chęć do ciągłego poprawiania ich produktu i podnoszenia jakości usługi. Z całej siły trzymam kciuki za ich dalszy rozwój.

Andell’s Atelier, andells.com
Ofiar Oświęcimskich 19/200a, 50-069 Wrocław

Zdjęcia: Mariusz Jeziorko / Barwnie.com