Jesień to chyba moja ulubiona pora roku. Nie jest ani za zimno, ani za gorąco, a kolory dookoła są niesamowicie malownicze. Tym razem nieformalny zestaw na te cztery dni w roku, które ta ładna jesień zwykła trwać.

Zamiast marynarki – kurtka field jacket; zamiast flanelowych spodni w kant – sztruksy. Całość jest tak wygodna i przyjemna, że często noszę się ostatnio właśnie tak.

I tak, lubię i staram się zarażać tą sympatią do ubrań dobrej jakości; nie przepadam za markami fast fashion. Nadal jednak zakładam czasem na siebie ich rzeczy, bo to jednak spore wyzwanie oprzeć się pokusie kupienia czegoś fajnego za nieduże pieniądze. Beżowy sweter pochodzi z H&M – a mnie bardzo podoba się jego faktura. Zrobiony jest z bawełny, nie grzeje więc szczególnie mocno; na pewno rozciągnie się nieładnie, zwłaszcza w rękawach, ale mam go chyba od ponad roku i ciągle znajduję dla niego zastosowania.

Kolejna rzecz z haemu to field jacket z mieszanki wełny i poliestru. Ładnie zaprojektowana rzecz, z dużymi, pojemnymi kieszeniami i bez podszewki – sprawdza się świetnie jako wierzchnia warstwa gdy nie jest za zimno. Ale tej nie kupiłem w sklepie, a od zaprzyjaźnionego blogera Łukasza Masłowskiego, znanego szerzej jako Outdersen. To odrobinę uspokaja moje sumienie.

Łukasz zrobił jedną z dwóch rzeczy, których ta kurtka naprawdę potrzebowała – wszył ściągacz w talii. To dodaje jej trochę kształtu; chyba nie podobałaby mi się tak jako bardziej workowaty prostokąt.

Kolejna rzecz, którą muszę prędzej czy później zrobić sam, to wymiana guzików. Brązowe rogowe guziki będą wyglądać dużo lepiej, niż granatowy plastik widoczny na zdjęciach.

Koszuli nie widać tu za bardzo – to bawełniana flanela. Koszula uszyta została przez Poszetka.com z tkaniny Tessitura Monti. Nieregularności przywodzące na myśl donegal tweed i jej miękkość powodują, że nosi mi się ją znakomicie.

Brązowe sztruksy pasują do zestawu całkiem nieźle. Ich niechęć do trzymania kantu dodaje całości casualowego uroku.

Brązowe zamszowe brogsy to nowość z oferty Patine.pl, buty ich własnej marki. Fantastyczny kształt kopyta jest dość zaskakujący jak na buty z tej półki cenowej. Ale zaskoczenie trochę się zmniejsza gdy uświadomić sobie, że Patine współpracowało nad kształtem kopyt z warszawskim szewcem, mistrzem Tadeuszem Januszkiewiczem.

Są w całości nieco mniejsze niż inne buty które posiadam, również w rozmiarze 42. W porównaniu z Yanko, TLB czy Carlos Santos, leżą nieco ciaśniej i pewnie by mi to przeszkadzało – mam problem z małym palcem lewej stopy, przez który muszę co jakiś czas wyłączać z rotacji kilka par butów, bo po prostu boli jak cholera – gdyby nie miękki i wygodny od pierwszego założenia zamsz. Przy butach ze skóry licowej, która jest nieco mniej podatna na rozciąganie, pewnie wziąłbym pół rozmiaru większe.

Field jacket i sweter – H&M // koszula – Poszetka.com // sztruksy – Benevento // buty – Patine