Kilka słów o wydarzeniu, które prawdopodobnie miało najwięcej klasy ze wszystkich, na które mnie kiedykolwiek zaproszono.

Na zaproszeniu na British Style & Grooming Reception jako miejsce spotkania widniała rezydencja Ambasadora Wielkiej Brytanii w Warszawie. Ponieważ jest to dom, a nie ambasada jako taka, zastanawiałem się czy obowiązują zasady jak przy zwykłej domówce i faux pas będzie pojawienie się bez butelki własnego alkoholu. Jednakże nikt nie drukuje zaproszeń na domówkę z pozłacanym herbem Brytanii w nagłówku, a jedną marek jaka miała się podczas tego spotkania prezentować była destylarnia ginu, uznałem więc, że prawdopodobnie alkoholu akurat będzie dość.

Nie sprecyzowano także dress code’u, założyłem więc mój szary flanelowy garnitur w kratkę Księcia Walii. Być może nie jest to najbardziej odpowiednie ubranie na wieczorną imprezę, ale – ku mojej uldze! – sam pan Ambasador miał na sobie szary garnitur w kratkę Księcia Walii. Nieniepokojony już wątpliwościami wynikającymi z rażących braków w znajomości etykiety mogłem się skoncentrować na samym wydarzeniu. Zawsze lubiłem problemy, które rozwiązują się same.

Z czterech marek prezentujących swoje towary i usługi, dwie były brytyjskie, a dwie w różnym stopniu Wielką Brytanią inspirowane. Jego Ekscelencja Jonathan Knott, Ambasador Wielkiej Brytanii, w krótkim wprowadzeniu przedstawił je jako znakomite przykłady brytyjskiego podejścia, ceniącego styl i jakość. Każdy z reprezentantów marek następnie miał parę chwil na swoją prezentację, po których nastąpił czas na wypicie ginu z tonikiem, rozmowy, nauczenie się jak wiązać muchę, poobserwowanie barbera czyniącego swoje czary brzytwą, oraz wypicie kolejnego ginu z tonikiem.

Trevethan Gin

Zacznę od ginu, nie zaskakując tym zapewne nikogo. Trevethan to destylarnia z Kornwalii, czerpiąca z rodzinnej tradycji sięgającej 1929, kiedy to Norman Trevethan postanowił dopracować rodzinną recepturę ginu w czasie, kiedy koktajle oparte na tym alkoholu były w Londynie szalenie popularne. Pałeczkę przejął dopiero wnuk Normana, Robert Cuffe, który wraz z przyjacielem chemikiem, Johnem Hallem, zdecydowali się na stworzenie marki i sprzedaż ginu opartego na recepturach Trevethana. Wynikiem tego jest kilka rodzajów świetnego ginu. Szczególnie zasmakował mi Chauffer’s Reserve, chwalący się na etykiecie mocą 57%. Dowiedziałem się, że to tak zwana Navy strength, albowiem w czasach dawnych brytyjscy marynarze mieli swój przydział mocnych alkoholi, które miały im pomóc zmagać się z trudnościami marynarskiej służby. 57% alkoholu zapewniało, że gdyby beczka z nim miała się rozszczelnić i zalać proch strzelniczy na pokładzie, ten nadal dałby się zapalić. Pomimo tego, że to mocny jak cholera alkohol, z tonikiem smakuje świetnie.

Trevethan Gin nie jest – jeszcze! – dostępny w Polsce. Mam jednak nadzieję, że znajdą dystrybutora, bo chętnie sprawiłbym sobie jeszcze butelkę albo trzy.

Loake Shoemakers

Wydaje mi się, że marka Loake nie potrzebuje szczególnego przedstawiania. To chyba jedna z najbardziej znanych brytyjskich marek oferujących klasyczne męskie obuwie, z bardzo dobrym stosunkiem ceny do jakości. Eleganckie, dość konserwatywne, ale jednak dopracowane kopyta, konstrukcja Goodyear Welted, dobrej jakości skóra – w zasadzie wszystko czego można chcieć od codziennych eleganckich butów.

Mają kilka fizycznych sklepów w Polsce – w tym jeden w Krakowie. Niewiele jest takich ciekawych miejsc na mapie sartorialnej pustyni jaką jest to miasto.

Podobało mi się bardzo, że reprezentanci Loake nie ukrywali szczególnie, że są marki oferujące buty lepszej jakości. Ale ich cel to także tworzyć buty spełniające kryteria jakości w określonej cenie i w tym sprawdzają się naprawdę nieźle. To fajne, szczere podejście i chciałbym go widzieć więcej wśród marek klasycznej męskiej mody.

Zaremba Bespoke

Warszawska pracownia krawiecka Macieja Zaremby powinna być znana każdemu polskiemu entuzjaście klasycznej mody męskiej; zdobywa też coraz większą rozpoznawalność za granicą. Chociaż styl pracowni jest nieco bardziej włoski w charakterze, w atmosferę tego wydarzenia wpisywali się świetnie – korzystają w końcu z tkanin brytyjskich producentów, a w ich sklepie kupić można akcesoria Albert Thurston i Drake’s, a to już dwie zdecydowanie brytyjskie marki.

Historia Pracowni Krawieckiej Zaremba sięga 1894 roku i prapradziadka Macieja, a spośród marek prezentowanych tutaj chyba tylko Loake może poszczycić się dłuższym istnieniem (ale niewiele, raptem czternaście lat – co to jest, gdy mówimy o markach działających przez pokolenia). Ta tradycja fajnie łączy się z nowymi pomysłami Macieja i ewolucją jaką przechodzi brand Zaremba, by być nie tylko pracownią krawiecką, ale też twórcą i sprzedawcą gotowych, bardziej casualowych, ale nadal cholernie stylowych rzeczy.

Warszawska Izba Lordów

Brytyjskie inspiracje właścicieli tego barbershopu nie budzą raczej wątpliwości – już sama nazwa wystarczy.

Warszawska Izba Lordów stara się wyróżnić nieco sprośród zalewu nowootwartych barbershopów utrzymanych w hipstersko-tatuażowo-drwalowej stylistyce. Chcą prezentować się jako dojrzalsze, bardziej eleganckie miejsce. Używają też brytyjskich kosmetyków do włosów i brody, a także brytyjskich foteli barberskich, ażebyś, drogi potencjalny kliencie, czuł się dostatecznie lordowsko, gdy ktoś trzyma ci brzytwę na gardle.

Dzięki mobilnemu stanowisku mogą uczestniczyć też w wydarzeniach takich jak to – i zaoferować ci strzyżenie albo golenie nawet poza ścianami swojego barbershopu. To fajny pomysł, który może dodać trochę dreszczyku emocji i strachu o twoje tętnice różnym imprezom.

Konkluzja

Bawiłem się naprawdę nieźle, pomimo tego, że zawsze jest mi trochę niepewnie w tak wyszukanych okolicznościach. Podobał mi się dobór obecnych na wydarzeniu marek i mam nadzieję, że ten pierwszy British Style & Grooming Reception nie będzie ostatnim. Lubię widzieć, gdy promuje się czyjąś dobrą robotę, za którą stoi pasja.