Czym się kieruję kupując nowe rzeczy?

Od jakiegoś czasu walczę z pokusą impulsywnych zakupów, osiągając w tym nawet jakie-takie rezultaty. Prawie nie kupuję już na wyprzedażach i głównie uzupełniam zidentyfikowane wcześniej braki. Kluczowymi słowami są prawie i głównie, nie jestem odporny na szybkie podejmowanie złych decyzji. Na szczęście większość moich złych decyzji dotyczy życia osobistego i zdrowia, a ubrań w dużo mniejszym stopniu, więc wszystko jest pod kontrolą.

Na jednej z uczęszczanych przeze mnie grupek na Facebooku pewien użytkownik poprosił o radę: który z trzech garniturów powinien wybrać? Praktycznie jedyną informacją jaką podał był skład materiałowy – mieszanka wełny z poliestrem albo czysta wełna. Czy to naprawdę jedyna istotna rzecz warta rozważenia?

Pozastanawiałem się nad tym trochę i doszedłem do wniosku, że to prawdopodobnie nawet jedna z mniej ważnych zmiennych. To znaczy, oczywiście, tkanina potrafi być czymś co czyni ubranie albo ponadprzeciętnym, albo nienadającym się do noszenia. Świetny materiał powoduje, że noszenie niektórych rzeczy to czysta radość, o czym przypomina mi zawsze moja marynarka z wielbłądziej wełny. Ale nie wydaje mi się, że od tego powinno się zaczynać.

Oto zatem moja hierarchia potrzeb. Jest mniej więcej tak pseudonaukowa jak ta słynna autorstwa Maslowa, ale w moim przypadku okazuje się przydatna.

Czy jest mi to potrzebne?

Zastanawiałem się, czy nie pominąć tego kroku, ale ostatecznie zdecydowałem, że nie. Jeśli potrzebujesz garnituru, bo na horyzoncie majaczy uroczystość garnituru wymagająca, odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. Jednak jeśli przeglądasz oferty sklepów i chcesz rozszerzyć swoją garderobę, warto mieć na uwadze to, jak bardzo potrzebujesz tego, na co zamierzasz właśnie wydać pieniądze.

Możesz trafić na naprawdę fajną marynarkę, garnitur, koszulę czy cokolwiek innego – i pierwsze pytanie jakie powinieneś sobie zadać, to Czy jest mi to potrzebne? – jeśli nie, obstawiam, że zwyczajnie nie będziesz w tym chodził.

Ta potrzeba jest rzeczą bardzo subiektywną. W przypadku ubrań raczej niezbyt często będziesz zabierał się za kupowanie rzeczy niezbędnych do przeżycia. Ale czy kupujesz coś, co dobrze wpasowuje się tak w twój styl życia, jak i styl ubierania się? Możesz mieć przed sobą piękny formalny trzyczęściowy garnitur, ale po co ci on, jeśli w pracy chodzisz w koszuli i kardiganie, a garnitur miałeś na sobie ostatni raz na weselu wujka, niedawno po twoich jedenastych urodzinach? A może wahasz się nad piękną parą spodni, których kolor jednak zupełnie nie pasuje do niczego innego w twojej szafie i ciężko ci jest sobie wyobrazić dopasowanie ich do zestawu, w którym czułbyś się komfortowo?

Warto zrobić sobie jakąś listę rzeczy, na których wykorzystanie masz już pomysły i które ładnie uzupełnią braki wśród posiadanych przez ciebie ubrań. A potem kupować te, które się na tej liście znajdą. Rzeczy, o których wiesz, że są ci potrzebne.

Czy to dobrze leży?

Gdy już podjąłeś decyzję, że tak, chcesz kupić to ubranie (albo coś w tym rodzaju, na przykład tweedową marynarkę) – to jest bodaj najważniejszy element całego procesu. Kupowanie ciuchów za dużych lub za małych, niepasujących i nie leżących dobrze to praktycznie zawsze zły pomysł. Ubranie, które nie leży dobrze na twojej sylwetce nie będzie się wygodnie nosić i nie będzie ci się podobać, gdy już je na siebie założysz. Piękny kształt klap tej marynarki może przyprawić cię o szybsze bicie serca, gdy widzisz ją na wieszaku, ale po wciągnięciu jej na plecy cały czar pryska.

Pamiętaj, co da się łatwo poprawić u krawca (mam dla ciebie przydatną infografikę!), a co stanowi zbyt wielki koszt i ryzyko. Zostaw w sklepie rzeczy, które nie leżą naprawdę dobrze – nie ważne jak bardzo nie kusiłaby cię wyprzedażowa okazja. Oszczędzisz sobie nieuniknionego rozczarowania.

Czy podoba mi się ten styl?

Jeśli ubranie leży dobrze – to czy ci się ono podoba? Jeśli marynarka jest świetnie dopasowana, ale nie podobają ci się wąziutkie klapy albo mocno wypełnione ramiona, istnieje spore ryzyko, że wyląduje ona na dnie szafy, a ty nie będziesz mieć ani fajnej marynarki, ani pieniędzy już raz wydanych na tę niefajną.

Odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać, bo musisz dość dobrze znać swój gust. Oczywiście, cóż łatwiejszego – coś albo ci się podoba, albo nie, prawda? Ale patrząc po sobie mogę stwierdzić, że to nie do końca tak działa. Z czasem moje preferencje co do stylu ubrań, które noszę nieco się zmieniły. Albo może: stały się bardziej konkretne. Mam cały czas trochę rzeczy kupionych albo zamówionych przez lata, które już do tych preferencji nie przystają i praktycznie ich nie zakładam.

Ale gdy już dojdziesz do momentu, w którym naprawdę wiesz co lubisz, wszystko staje się dużo łatwiejsze. Wiesz, co przeszkadza ci najbardziej i nawet jeśli wszystko inne jest całkiem ok, to masz świadomość, że nie będziesz nosił tej marynarki, bo za bardzo drażni cię mocne wypełnienie ramion. Więc odłóż ją bez żalu.

Czy to jest dobrej jakości?

Celowo zostawiłem ten punkt na sam koniec. Może to być nieco kontrowersyjne, ale wydaje mi się, że skoncentrowanie się na wybieraniu rzeczy, które pasują do twojego ciała i twojego stylu przyniesie lepsze efekty, niż kierowanie się w pierwszej kolejności jakością.

Jeśli wybierać masz między rzeczami niemal identycznymi, ale różniącymi się jakością tkaniny i wykonania, oczywiście wybierz tę lepszą, jeśli pozwala ci na to budżet. Jeśli jednak wahasz się między garniturem, który świetnie leży i wygląda, ale uszyty jest z mieszanki wełny i poliestru, a garniturem z czystej wełny, który jednak wcale cię tak nie zachwyca – zdecyduj się na ten pierwszy.

Wysoka jakość to coś, co powoduje, że jeszcze bardziej lubisz rzeczy, które już ci się podobają. Ale nie spowoduje, że zakochasz się w czymś, co nie podoba ci się i tak.

W którymś momencie możesz chcieć skupić się na jakości noszonych przez siebie ubrań. To znakomite podejście, które cenię i sam staram się wprowadzać w życie – ale gdy szukam czegoś z wyższej półki, to ubranie zawsze musi spełnić wszystkie poprzednie kryteria.

Tak wygląda moje podejście do sprawy. Macie jakieś przemyślenia?