W październiku zamówiłem trzyczęściowy garnitur w pracowni Tarasenko Tailoring. Zanim pokażę gotowy produkt, kilka słów o przebiegu zamówienia i przymiarek.

Garnitur został uszyty po obniżonej cenie. Wpis nie był konsultowany z pracownią krawiecką Tarasenko przed publikacją.

Niewiele było mi wiadomo o pracowni Tarasenko Tailoring. Widziałem w internecie bardzo ładną parę spodni spod ich igły, oraz – wówczas nieliczne – zdjęcia na instagramie. Byłem więc ciekawy, gdy w październiku ubiegłego roku otrzymałem zaproszenie na ich trunk show w Warszawie. To co miałem okazję tam zobaczyć nie rozwiało moich wątpliwości – marynarka gotowa do pierwszej przymiarki wyglądała nieźle, ale jedyną gotową już rzeczą była marynarka w bardzo brytyjskim stylu.

View this post on Instagram

EN: I had a chance to talk to @tarasenko.tailoring during their trunk show in Warsaw, and order a suit today. What you can see here is a very British-style three button jacket. I’m not that big a fan of classic British style, but the attention to detal and the finish on Tarasenko’s garments is impressive. My suit’s going to draw inspiration more from softer, Italian tailoring, and we’ll see how that turns out. A Huddersfield flannel in warm shade of brown has been chosen and now I’m waiting for the first fitting. // PL: Miałem dziś przyjemność odwiedzić warszawski trunk show @tarasenko.tailoring i zamówić garnitur. To co widać na zdjęciu uszyte jest w typowym brytyjskim stylu, który nie jest moim ulubionym – ale przywiązanie do szczegółów i poziom wykończenia robi wrażenie. Mój garnitur, dość typowo, ma czerpać inspirację raczej z Włoch. Wybrałem flanelę z Huddersfield w ciepłym brązie i czekam na pierwszą przymiarkę – zobaczymy jak to wyjdzie. Nastawiony jestem raczej optymistycznie.

A post shared by Szymon Jeziorko (@szymonjeziorko) on

Tak, ręczne wykończenie i detale robią bardzo dobre wrażenie, ale to niekoniecznie mój styl – dość zachowawczy, z wyraźną konstrukcją. Zamówienie czegoś uszytego bardziej na miękko to ruch trochę na oślep. Jestem jednak w tej komfortowej pozycji, że jako bloger recenzujący rzeczy mogłem się z pracownią umówić na rabat przy zamówieniu, zdecydowałem się więc podjąć ryzyko.

I wiecie co, chyba nie będę żałował.

Na obydwie przymiarki – bo odbyły się dwie, a gotowy garnitur otrzymać mam na dzień po publikacji tego wpisu – wybrałem się do Gdyni, gdzie mieści się pracownia. Istnieje możliwość, że to dlatego niewiele o nich wiadomo; Gdynia rzadko jest po drodze, zwłaszcza dla kogoś mieszkającego w Krakowie. Jeśli jednak los was rzuci – albo rzucił – do Gdańska, warto wybrać się kawałek dalej i odwiedzić tę pracownię.

Zamówiłem trzyczęściowy garnitur z flaneli Huddersfield w ciepłym odcieniu brązu. Dość typowo dla mnie, poprosiłem o możliwie niewiele wypełnienia, w ramionach najlepiej wcale, zapięcie na dwa i pół guzika i kieszonkę piersiową ciętą po łuku. Zdecydowałem się na cięte kieszenie z patkami i biletówką, bo uznałem, że mogą fajnie komponować się ze spodniami. Pomysł na nie chodził za mną od jakiegoś czasu – mianowicie miały to być spodnie w stylu Hollywood-top. Pas nie jest odszyty, a szlufki na pasek nieco obniżone. Do tego oczywiście zakładki.

Pierwsza przymiarka

Prace nad garniturem były bardziej zaawansowane niż się spodziewałem. Zwykle pierwsza miara jest bardziej dla krawca niż dla klienta – wykrojona tkanina luźno pozszywana fastrygami, dużo luzu, bo łatwiej zawsze jest zwęzić niż poszerzyć.

Nie tutaj – garnitur już leżał blisko ciała, przyfastrygowane były rękawy, no i całość wyglądała, no cóż, jak garnitur. Wydaje się to dość ryzykownym podejściem – ale dopasowanie nie pozostawiało wiele do życzenia.

„Nie wiem czy pan pamięta, ale zdejmowaliśmy z pana miarę”, pan Sergiusz, właściciel i główny krojczy, skomentował moje zaskoczenie.

Chyba dwie rzeczy spodobały mi się najbardziej – dopasowanie spodni i kamizelka. Zwykle mam problem ze spodniami. Lubię zakładki i sporo luzu w biodrach i udach, ale nogawkę zwężającą się dość mocno poniżej kolana. I zwykle w biodrach i udach tego luzu zwyczajnie nie otrzymuję tyle ile bym chciał, więc kant łamie się w okolicach stawu biodrowego. Nie wygląda to najlepiej i przeszkadza mi pewnie bardziej niż powinno. W tym przypadku jednak wszystko wyglądało świetnie już na tym etapie i wymagało bardzo drobnych poprawek.

Kamizelka z kolei uszyta jest w całości na lnianym płótnie kamizelkowym i ma świetny, trójwymiarowy kształt. Spodziewam się tego po marynarce szytej na płótnie, ale w przypadku kamizelek nie widzę tego tak często – zwykle po prostu podążają za liniami ciała, bez szczególnie mocno zarysowanego własnego kształtu.

Mam jeden problem z tym poziomiem wykończenia na tak wczesnym etapie: jest to pozycja kieszonki piersiowej. Umieszczono ją wysoko i z racji, że była już przecięta, nie było możliwości jej ruszenia. Wolałbym by znajdowała się trochę niżej, co z kolei pozwoliłoby na lekkie obniżenie linii kozerki. Myślę, że ładnie współgrałoby to z nisko osadzonym guzikiem i lekko retro klimatem stwarzanym przez kieszenie z biletówką i spodnie.

Druga przymiarka

Pomimo tych wątpliwości, stwierdzam że marynarka wygląda bardzo dobrze, ma fajny balans i świetne proporcje. Podczas drugiej przymiarki potrzeba było naprawdę drobnych poprawek, bo dopasowanie już teraz było dobre. Podoba mi się zwłaszcza jak gładkie są rękawy – podążają za naturalną krzywizną ramienia, bez żadnych załamań.

Marynarka ma – jak zresztą i ja – dość wysoko usytuowaną talię, skrojona jest też dość blisko ciała, bez nadmiernego luzu. Nie przeszkadza jej to być bardzo wygodną i zapewniać mi szerokiego zakresu ruchów. Uszyta jest też rzeczywiście na dość miękkiej konstrukcji.

Podoba mi się też styl. Pomimo początkowych obaw, przyznaję że garnitur wpasowuje się w mój gust. Jest klasyczny, ale nie trąci myszką, nie ma w nim też widocznej w marynarce z początku wpisu sztywności.

Miałem też okazję spojrzeć, jak marynarka jest wykończona od wewnątrz – i te szczegóły: stebnówki, wzmocnienia, wszystko – wyglądają przepięknie. Przy okazji recenzji gotowego garnituru na pewno je pokażę, na razie musicie mi wierzyć na słowo.

Wnioski

Pan Tarasenko sprawia wrażenie bardzo pewnego siebie krawca. Ta pewność wydaje się jednak w pełni zasłużona – w jego pracy widać doświadczenie i przywiązanie do detali, o czym przekonać się można na każdym kroku, od zebrania miary przez przymiarki. Na razie zamówienie przebiegało bardzo dobrze, a wszystkie rzeczy, które mnie zaskoczyły, zaskoczyły mnie pozytywnie.

Jeszcze tylko jeden dzień do odbioru garniuru. A wkrótce na blogu pojawi się jego pełna recenzja. Jestem do niej nastawiony całkiem optymistycznie.